All posts by Kasia

Dobrý den, Wrocławiu! Dobrý den, Vratislavi!

O wyjeździe do Wrocławia myśleliśmy już w sierpniu. W końcu udało się i w sobotę, 27 września, Tomáš, Pavel, Tereza, Fanda i ja, pojechaliśmy poznawać główne miasto Dolnego Śląska. Te dwa dni były tak aktywne, że relacji tej nie sposób napisać krócej, ale z pewnością da się stworzyć dłuższą. Każdy z punktów naszego pobytu warty jest bowiem chociażby wspomnienia.

Podróż rozpoczęliśmy w sobotę wczesnym rankiem. Część trasy pokonaliśmy korzystając z biletu Libnet+, nazywanym przez nas „magicznym biletem”. Bilet grupowy (maks. 5 osób)   kosztuje tylko 320 koron (w Polsce nieco drożej, 75 zł – ok. 493 CZK) i obowiązuje przez 24 godziny po trzech stronach granicy na obszarze całego Euroregionu Nysa. Po przekroczeniu polskiej granicy, dokupiliśmy bilet Bolesławiec-Wrocław, a jako grupa otrzymaliśmy zniżkę.

Droga z Liberca do Wrocławia trwała prawie 5 godzin, ale przesiadki w dwóch miastach niemieckich – Görlitz i Zittau, urozmaiciły nam podróż. Pierwszą, ok. 40-minutową w Görlitz, postanowiliśmy wykorzystać na spacer po pobliskich ulicach. Przed sobą mieliśmy miasto kontrastów. Piękne, odnowione secesyjne kamienice, a obok zniszczone, zabite deskami stare budynki, w których zapewne kiedyś tętniło życie.

DSC_0022 DSC_0016

Wrocław, czwarte pod względem ilości obywateli, po Warszawie, Krakowie i Łodzi, miasto w Polsce, przywitało nas piękną i słoneczną pogodą. Hostel Cinnamon, w którym mieszkaliśmy, znajduje się blisko, bo ok. 20 minut piechotką od dworca i zaledwie kilka minut od Starego Miasta. Podczas drogi do hostelu, liczne szyldy sklepowe wykorzystalismy do nauki nowych polskich słówek. Po zakwaterowaniu wybraliśmy się na obiad. Wybór padł na pierogarnię Stary Młyn na samym Rynku. Lokal z miłą obsługą, ciekawym wystrojem (w toalecie można znaleźć książkę o Kreciku) i nieco wyższymi cenami, co rekompensowały jednak olbrzymie porcje pierogów (zostało nawet na kolację!). Jedyną wadą lokalu jest to, że alkoholowe piwo można pić tylko w ogródku, a ten był wówczas pełny. Pójście z Czechami, bardzo lubiącymi piwo, do knajpy, w której do obiadu nie można się go napić – tego chyba komentować nie muszę.

              DSC_0788

Sobotnie zwiedzanie zaczęliśmy od terenów parku Szczytnickiego. Mimo, że to Hala Stulecia jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych budynków na mapie Wrocławia, nasz wzrok przykuł znajdujący się naprzeciwko wysoki, metaloway słup w kształcie igły. Jak się okazało, „iglica” została postawiona w 1948 roku przez władze komunistyczne w związku z otwarciem „Wystawy Ziem Odzyskanych” i służyła celom propagandowym. Odwiedziliśmy też piękny Ogród Japoński i przeszliśmy się po parku Szczytnickim, na obszarze którego można trafić również na wątki czeskie. Pierwszym z nich jest przeniesiony tutaj w 1913 roku Kościół św. Jana Nepomucena, powstały w XVI w. Drugim, kamień, na którym umieszczono cytat byłego prezydenta RCz – Václava Havla. Po spacerze obejrzeliśmy jeszcze dwie multimedialne projekcje fontann, a następnie spotkaliśmy się z naszym kolegą Damianem, z którym poszliśmy do kawiarni Bike Cafe. Tam spróbowaliśmy kilku bardzo smacznych piw regionalnych.

 DSC_0112DSC_0827

Warte wspomnienia jest nasze niedzielne zwiedzanie miasta z FREE walking TOUR (za darmo i po angielsku). Cała trasa trwa 2,5 h i obejmuje wszystkie części miasta, które początkujący turysta powinien poznać: Rynek Główny, Plac Solny, dawną dzielnicę żydowską, Ossolineum, Uniwersytet i Ostrów Tumski. Dowiedzieliśmy się na przykład, że we Wrocławiu znajduje się ponad 100 mostów, a samo miasto nazywane jest Wenecją Północy. Poznaliśmy też powód, dla którego w różnych miejscach Wrocławia rozmieszczono aż 300 małych krasnoludków i historię ulicy Stare Jatki, dziś zapełnionej małymi sklepikami z biżuterią, porcelaną czy obrazami lokalnych artystów, a niegdyś będącej skupiskiem zakładów rzeźnych.

DSC_0843 DSC_0837

Po obiedzie pozostało nam jeszcze zobaczyć Panoramę Racławicką, w której znajduje się słynny obraz upamiętniajacy Bitwę pod Racławicami z 1794 roku. Malowidło wykonane w latach 1893-94 przez J. Stykę i W. Kossaka, wraz z częścią innych polskich dzieł sztuki, zostało przewiezione z Lwowa do Wrocławia po II wojnie światowej. Zwiedzający mają możliwość wysłuchania interesującej, ale dosyć krótkiej historii o obrazie, bitwie i jej przywódcach. Piękna scenografia pozwoliła nam na chwilę poczuć się częścią tego wydarzenia.

DSC_0856 DSC_0863

Dwa dnie naszego wyjazdu wykorzystaliśmy do maksimum i o to właśnie chodziło. Zobaczyliśmy główne wrocławskie miejsca i pamiątki, poznaliśmy trochę historii miasta i jego poszczególnych części. Wypiliśmy regionalne piwa i zjedliśmy dobre polskie jedzenie (dwójka naszych weganów też była usatysfakcjonowana z jedzenia w lokalu Vega). Wracając do Liberca, ponownie z biletem Libnet+ (polska wersja: EURO-NYSA ZVON), obiecaliśmy sobie powrócić kiedyś do Wrocławia, aby poznać to miasto jeszcze lepiej. Nasz plan przypieczętowaliśmy popijając (polskie) piwo, ale żeby było legalnie i bez zbędnych mandatów za picie w niedozwolonym miejscu, już po czeskiej stronie granicy.

PS: Opis mogłabym zawrzeć w schemacie: podróż-obiad-piwo-zwiedzanie-piwo-piwo-piwo-sen-śniadanie-zwiedzanie-obiad-piwo-piwo-piwo-zwiedzanie-zakupy-podróż-piwo-piwo… Ciekawie jest podróżować z Czechami 🙂 Dzięki!

O výletu do Vratislavi jsme uvažovali už v srpnu. Konečně se nám to povedlo. V sobotu 27. září jsme se já, Tomáš, Pavel, Tereza a Fanda vydali poznávat hlavní město Dolního Slezska. Ty dva dny byly nabité programem, takže nejde napsat krátou zprávu, ale jistě by šlo napsat ji delší. Každý z bodů našeho pobytu si zaslouží zmínku.

Na cestu jsme se vydali v sobotu brzy ráno. Na část trasy jsme využili jízdenku Libnet+, kterou bychom mohli nazvat „magickým listkem”. Skupinová jizdenka (pro max. 5 lidí) stojí pouhých 320 korun (v Polsku je to trošku dražší, 75 zl – cca. 493 korun) a platí 24 hodin na celém území Euroregionu Nisa. Po překročení hranice jsme si dokoupili lístek z Boleslavce do Vratislavi, a jako skupina jsme dostali opět slevu.

Cesta z Liberce trvala skoro 5 hodin, včetně přestupů ve dvou německých městech – Görlitz a Zittau, které nám ji trochu natáhly. Druhý přestup (cca 40 minut v Görlitz) jsme se rozhodli využít ke krátké procházce po nedalekých ulicích. Stálo před námi město kontrastů. Na jedné straně pěkné a zrekonstruované secesní činžáky. Na druhé poničené a opuštěné staré stavby, které kdysi pravděpodobně překypovaly životem.

DSC_0019 DSC_0015

Vratislav, podle počtu obyvatel čtvrté polské město (po Varšavě, Krakově a Lodži), nás přivítala příjemným a slunečným počasím. Hostel Cinnamon, kde jsme měli strávit noc, leží nedaleko nádraží (cca 20 minut pěšky) a pár minut od centra Starého Města. Jak se ukázalo cestou do hostelu, nápisy na obchodech mohou výborně posloužit k procvičování polských slovíček. Po ubytování jsme vyrazili na oběd. Rozhodli jsme se pro pirohy ve Starém mlýně přímo na Rynku. Restaurace s příjemnou obsluhou a zajímavou výzdobou (na WC je možné najít knihu s českým Krtečkem v polštině). Poněkud vyšší ceny kompenzovaly obrovské porce pirohů (něco zbylo ještě k večeři!). Snad jedinou nevýhodou bylo, že točené alkoholické pivo podávali pouze na zahrádce, ale ta byla tou dobou již plná. Jít s Čechy, kteří mají rádi pivo, do hospody, kde si ho nemohou dát k obědu – to snad nemusím komentovat.

             DSC_0834

Sobotní prohlídku jsme začali v prostorách Szczytnického parku. Ačkoliv Hala století je jednou z nejznámnějších vratislavských památek, vedle ní naši pozornost upoutalo vysoké kovové monstrum připomínající jehlu. Jak jsme se dozvěděli, „Iglicu” postavila v roce 1948 komunistická vláda u příležitosti otevření výstavy „Znovuzískané země”. Trochu zavání propagandou. Navštívíli jsme také Japonskou zahradu a prošli se po cestičkách Szczytnického parku. V něm jsme narazili na dvě české stopy – kostel sv. Jana Nepomuckého z XVI. století sem přestěhovaný v roce 1913 a citát bývalého prezidenta ČR Václava Havla na kamenném bloku. Večer jsme zhlédli dvě multimediální projekce fontány a pak jsme se svezli tramvají na setkání s naším kamarádem Damianem. Ten nás zavedl do kavárny Bike Cafe, kde jsme ochutnali několik druhů regionální piv – mimochodem vynikajících.

DSC_0817 DSC_0808

Je třeba též připomenout naši nedělní prohlídku města s FREE walking TOUR (zdarma a v angličtině). Celá trasa trvá 2,5 hodiny a zahrnuje všechny důležité turistické zajímavosti centra města: hlavní a Solné náměstí, bývalou židovskou čtvrt, Ossolineum, univerzitu a Tumský ostrov. Dozvědli jsme se napříkad, že ve Vratislavi je přes 100 mostů a že město je nazýváno Benátkami severu. Víme už také, proč je v různých částech města rozmístěno 300 trpaslíků. Seznámili jsme se s historií uličky Stará jatka, dneska plné malých obchůdků se šperky, porcelánem či obrázky místních malířů – dříve masnými krámy.

DSC_0838 DSC_0850

Po obědě jsme se vypravili navštívit Raclavické panoráma – slavný obraz připomínající bitvu u Raclavic v roce 1794. Malba vznikla v letech 1893–94. Je dílem J. Styky a W. Kossaka. Společně s dalšími polskými uměleckými díly byla převezena ze Lvova do Vratislavi po II. světové válce. Návštěvníci mají možnost vyslechnout velmi poutavou historii obrazu, bitvy a jejích vojevůdců. Krásná scénografie nám umožnila stát se na chvíli spoluúčastníky této události.

DSC_0859 DSC_0199

Dva dny našeho výletu jsme maximálně využili, a o to nám šlo. Prohlédli jsme si hlavní vratislavské pamětihodnosti, poznali jsme trochu historii města a jeho částí. Vypili jsme řadu regionalních piv a ochutnali dobré polské jídlo (dvojice našich veganů byla taky nadšená, a to jídlem ve veganském baru Vega). Když jsme jeli zpět do Liberce (s polskou verzí Libnetu+:  EURO-NYSA ZVON), slíbili jsme si, že se do Vratislavi vrátíme, abychom ji poznali lépe. Naše předsevzetí jsme zapili polským pivem. Ale až na českém území, abychom respektovali polské a německé vyhlášky o zákazu konzumace alkoholu na veřejnosti.

PS: Popis bych mohla shrnout do následujícího schématu: cesta-oběd-pivo-prohlídka-pivo-pivo-pivo-spaní-snídaně-prohlídka-oběd-pivo-pivo-pivo-prohlídka-cesta-pivo-pivo… Je zajímavé cestovat s Čechy 🙂 Díky!

Čtení v zeleni

Kiedyś przeczytałam: „to, że książka jest najlepszym przyjacielem człowieka jest prawdą. Każdy ma przecież prawo przeżywać jakieś inne historie, poza rzeczywistością“. Nasza środowa akcja o nazwie „Čtení v zeleni“ (Czytanie w zieleni), zorganizowana nad miejską zaporą wodną, miała zachęcić mieszkańców do zatrzymania się i spędzenia chwili, właśnie z książką w ręku.

Dlaczego zorganizowaliśmy takie wydarzenie? Od jakiegoś czasu liberecka

Občanská knihovna w której działamy, zajmuje się promocją idei Knihotoča – w Polsce znanego jako bookcrosing. Ideą akcji jest wymiana książkek między czytelnikami w dość ciekawy, bo niewidzialny sposób. Przeczytaną lekturę możemy zostawić w jakimś miejscu publicznym – na przystanku, w knajpie, sklepie czy na dworcu, a następnie śledzić dokąd zawędrowała, kto ją przeczytał i jaką ma o niej opinię. W śledzeniu ma nam pomóć strona www.knihotocz.cz.

W tę środę książki z Občanskej knihovny czekaly na nowych właścicieli na ławkach. Piękna pogoda plus dobra książka to właściwe połączenie. Dla wielu z pewnością jedno z lepszych na spędzenie wolnego czasu. Wyznaczając datę naszego happeningu, postanowiłam zaufać prognozom z czeskich stron – na szczęście nie pomyliłam się. Pogoda była jak na zamówienie!

Oprócz akcji, wraz ze znajomymi Czechami uczęszczających na nasze lekcje polskiego, siedząc na kocu i popijając czeskie piwo, poznawaliśmy polskich pisarzy i ich dzieła, opowiadaliśmy o naszych ulubionych autorach i tłumaczyliśmy wiersze Miłosza.

Podczas happeningu przechodnie mogli włączyć się też w „knihotoč cytatów i mott“, dzieląc się z innymi ciekawymi tekstami. Chciałabym przytoczyć jeden z nich: „Życie jest jak łąka z fiołkami. Ale jak tylko się po jakiegoś schylisz, ktoś Cię kopnie w tyłek…

Jak najmniej kopnięć :)“

 

Pozostaje mi tylko napisać, że przyłączam się do tego uroczego życzenia.

DSC_0624DSC_0640

Kdysi jsem si přečetla: „to, že kniha je nejlepším přítelem člověka, je pravda. Každý má přece právo prožívat nějaký příběh mimo realitu“. Naše středeční akce nazvaná “Čtení v zeleni” a uskutečněná na Liberecké přehradě, měla podnítit lidi k zastavení se a strávení aspoň chvilky s knihou v ruce.

Proč jsme se rozhodli zorganizovat právě takovou akci? Od jisté doby se totiž liberecká Občanská knihovna, ve které působíme, zabývá podporou myšlenky tzv. Knihotoče. V Polsku je tato akce známá jako bookcrosing. Její ideou akce je výměna knih mezi čtenáři poněkud netradičním způsobem, protože dárce se s příjemcem nesetkává osobně. Přečtenou knihu je možné zanechat na nějakém veřejném místě – na autobusové zastávce, v hospodě, obchodě nebo na nádraží, a pak sledovat kam se dostala, kdo ji přečetl a jaký na ni má názor. Zájemcům o tyto informace pomůže stránka www.knihotocz.cz.

Ve středu očekávaly knihy z Občanské knihovny nové majitele na lavičkách. Krásné počasí plus dobrá kniha to je skvělé spojení. Určitě pro většinu lidí jedna z těch lepších variant trávení volného času. Když jsem přemýšlela, kdy náš happening uskutečnit, rozhodla jsem se důvěřovat předpovědi počasí na českých internetových stránkách – naštěstí to vyšlo. Počasí bylo jako na objednávku!

Kromě této akce jsme měli spolu se známými Čechy hodinu polštiny. Seděli jsme na dece a popíjeli české pivo, poznávali jsme polské spisovatele a jejich díla, bavili jsme se o svých oblíbených autorech, předčítali a překládali básně Czesława Miłosza.

Během happeningu jsme měli možnost zapojit se též do „kolotoče knižních citátů“ a podělit se tak s ostatními o zajímavá slova. Jeden citát za všechny: „Život je jako louka fialek, ale jen se pro nějakou sehneš, tak tě někdo kopne do prdele…

Co nejmíň kopanců :)”

 

Zbývá jen dodat, že se k tomuto půvabnému přání připojuji.

DSC_0628DSC_0647