Category Archives: poza Liberecem

Cel: Park Ciemnego Nieba/ Cíl: Oblast tmavé oblohy

 

Choć zaczęły się już jesienne temperatury, nie mogło zabraknąć nocnych obserwacji w Parku Ciemnego Nieba w Górach Izerskich, który powstał w 2009 roku, jako atrakcyjna alternatywa dla „zanieczyszczonego” światłem nocnego nieba nad miastami, miasteczkami i coraz większą ilością wsi.

DCF 1.0 DCF 1.0

Park obejmuje dolinę Izery do mostu kolejowego oraz Jizerki wraz z otaczającymi ją górskimi grzbietami. Dzięki temu, że tereny mieszczą się na pograniczu czesko-polskim do realizacji projektu zaangażowane są obie strony. O parku informują nie tylko tablice informacyjne (jedna z nich jest umieszczona na Smrku), ale też różne akcje, które są organizowane by pogłębić wiedzę o niebie i o zagrożeniu jakie płynie od światła. Wybrałam się więc obserwować niebo w jednym z najciemniejszych zakątków na pograniczu. Do wyboru była możliwość zatrzymania się w Osadzie Jizerce lub po polskiej stronie w schronisku Orle lub Chatce Górzystów. Wybrałam tę ostatnią opcję, ale zanim tam doszłam…

… wysiadłam na przystanku kolejowym Kořenov skąd kawałek drogą asfaltową i pod wiaduktem udałam się żółtym szlakiem, który pod drugim wiaduktem zamieniał się w czerwony. Trasa początkowo prowadziła wzdłuż torów kolejowych, po których kursuje pociąg relacji Kořenov-Szklarska Poręba. Ciekawie porównać obydwie trasy, oczywiście z perspektywy piechura widać więcej, np. niespodziewany mały wodospadzik z mostkiem czy wiadukty, których jadąc pociągiem nie zauważam.

DCF 1.0DCF 1.0

 

Tutaj drogę, choć asfaltową, zaczęła wyznaczać rzeka Jizera, którą to widać tylko nieznacznie spomiędzy drzew, to jej szum towarzyszy aż do Pralouki (910 m.n.p.m.). Stąd droga wąską ścieżką prowadziła pod górę by wejść na drogę rowerową, u których styku można się uraczyć wodą ze źródełka. Kiedyś wodą w takich miejscach przypisywano właściwości magiczne. Zresztą sam Bukovec (1005 m.n.p.m.) na którego zboczu leży strumyk jest jednym z miejsc Gór Izerskich, gdzie skryty jest skarb przez księżniczkę Iserinę, która się ukrywała na jego zboczach.

DCF 1.0 DCF 1.0Zabrakło czasu by zajść do kamieniołomu bazaltu, a szkoda, bo jak pisał Miroslav Nevrlý dostęp do tego miejsca jest wyjątkowy, bo prowadzi po wodzie wymieszanej z bazaltem. Teraz już tylko spojrzenie na osadę Jizerkę, o której pierwsze wzmianki pochodzą z XVI wieku. Rozwinęła się dzięki drwalom, pasterzom i przede wszystkim szklarzom. Co do drwali, to i teraz można w Górahc Izerskich spotkać sceny rodem z Siekierezady, na pierwszą taką natrafiłam właśnie na czerwonym szlaku. Z górki drzewo ciągnął siwo gniady koń, a w dole siedziało dwóch drwali. Kolejni drwale, spotkani już na polskiej stronie następnego dnia o poranku grzali się przy ognisku rozpalonym nieopodal prowizorycznej chałupki. I tu nie zabrakło koni.

Wróćmy jednak do Jizerki, która stała się miejscem odwiedzanym przez turystów zimą i latem, więc też większość domów to pensjonaty położone w dolinie, których główną oś wyznacza Jizerka z licznymi małymi dopływami. Malowniczo położona miejscowość przywitała zimnem i deszczem. Choć deszcz uspokoił się gdy trafiłam do Muzeum Gór Izerskich, przed którym umieszczono drewnianą rzeźbę ducha Muhu – bajkowego ducha gór Izerskich. Może i on czuwa, choć został stworzony stosunkowo niedawno, ale skoro palce w tym mieszał pradawny Liczyrzepa, czemu nie ufać temu duchowi. Zwłaszcza, że opuszczając Jizerkę i obchodząc z drugiej strony Bukovec nagle zaczęło robić się cieplej i przyjemniej. Co ciekawe Karlovský most jest stosunkowo młody, bo pochodzi z 2005, kiedy to postanowiono odnowić to przejście graniczne. Choć szkoda, że nie istnieje już żelbetonowy most z końca XIX wieku, wysadzony przez Wojska Ochrony Pogranicza w 1981 roku.

To przejście graniczne jest też wyjątkowe ze względu na kończącą się tutaj Trasę rowerową Járy Cimrmana, która zaczyna się w Navarovie skąd ten niezwykły człowiek miał wyruszyć pieszo w stronę Śląska i gdzieś zniknąć w tych okolicach. Tak głosi umieszczona tabliczka, a jak było naprawdę?

DCF 1.0 DCF 1.0

Ja nie zniknęłam, udałam się przez Orle do Chatki Górzystów, by czekać tutaj na zachód słońca i gwiazdy, których nie doczekałam się zbyt wielu z racji zachmurzonego nieba. Za to wschód słońca na tych rozległych torfowiskach potrafił wprawić w dobry nastrój nawet mojego marudnego towarzysza, nie czekając więc na otwarcie kuchni ruszyliśmy dalej.

DCF 1.0 DCF 1.0

 

 

 

Ačkoli se již ochladilo, neměli byste si nechat ujít noční pozorování Oblasti tmavé oblohy v Jizerských horách, který byl vytvořen v roce 2009 jako reakce na znečištění noční oblohy světly, což je patrné zejména ve městech.DCF 1.0DCF 1.0Součástí Oblasti je údolí Jizery od železničního mostu a Jizerky včetně okolních horských hřebenů. Vzhledem k tomu, že prostory Parku se rozprostírají na České-polské hranici, jsou v projektu zapojeni Poláci i Češi. Na park upozorňují nejen informační tabule (jedna z nich je umístěna na Smrku), ale také různé akce, jejichž cílem je prohloubit znalosti o nebi a upozornit na hrozbu, která proudí od městkého světla. Rozhodla jsem se tedy pozorovat oblohu v jednom z nejtmavších míst na hranicích. Měla jsem možnost vybrat si mezi vesnicí Jizerkou anebo horskou chatou Orla a chatou Górzystów na polské straně hranic. Vybrala jsem si poslední možnost, ale než jsem tam došla…

…Vystoupila jsem na zastávce Kořenov, kousek jsem šla po asfaltové silnici a od viaduktu jsem se vydala po žluté turistické značce, která se u druhého viaduktu změnila na červenou. Trasa původně vedla podél železničních kolejí, které se rozprostírají mezi Kořenovem a městem Szklarska Poręba. Je zajímavé srovnat obě cesty, samozřejmě, z pohledu pěšího je vidět více, například nečekaný vodopád s mostem a nebo viadukty, kterých jsem si při cestě vlakem nevšimla.

Tuto cestu, i když nyní asfaltovou, vytvořila řeka Jizera. Řeku je možné vidět pouze výjimečně mezi stromy. Ale její šum, je slyšet až do Pralouky (910 m n.m). Od toho místa vedla úzká cesta do kopce a napojila se na cyklostezku. Na této křižovatce se můžete napít vody z pramene. Kdysi se vodě v těchto místech přisuzovaly kouzelné vlastnosti. Dokonce Bukovec (1005 m), na jehož svahu je potok, je jedním z míst v Jizerských horách, kde je skrytý poklad. Ukryla ho princezna Iserinę, která se skrývala na jeho svazích.

Je škoda, že nezbyl čas podívat se do čedičového lomu, protože, jak napsal Miroslav Nevrlý, vstup do lomu je výjimečný, protože vede vodou smíchanou s čedičem. Teď se stačí podívat už jen na obci Jizerka, která byla poprvé zmíněna v šestnáctém století. Byla postavena dřevorubci, pastevci a především skláři. Pokud jde o dřevorubce, tak i teď je můžete potkat v Jizerských horách, přímo ve Siekierezadě. Na první dřevorubce jsem narazila právě, když jsem šla po červené značce. Z kopce tahal šedo-hnědý kůň strom a dole seděli dva dřevorubci. Další dřevorubce jsem potkala na polské straně hranic hned druhý den ráno, když se zahřívali u ohně před provizorní chatou. Koně byli i zde.

DCF 1.0 DCF 1.0

Ale zpět k Jizerce, která se stala místem, navštěvovaným turisty v létě i v zimě. Proto slouží většina budov v údolí jako penziony a jsou postaveny podél řeky Jizerka, s četnými malými přítoky. Malebná obec mě uvítala zimou a deštěm. Naštěsti se déšť uklidnil, když jsem přišla do Muzea Jizerských hor, před kterým stojí dřevěný duch Muhu, pohádkový duch Jizerských hor. Možná i on dohlíží nad poutníky, i když vznikl poměrně nedávno. Pokud v tom měl prsty pradávný Krakonoš, proč nevěřit i tomuto duchu. Zejména proto, že když jsem vyšla z Jizerky a obcházela jsem z druhé strany Bukovec, najednou se trošku oteplilo a vylepšilo počasí. Přiblížila jsem se k mostu mezi hranicemi. Zajímavé je, že Karlovský most je poměrně mladý, protože pochází z roku 2005, kdy bylo rozhodnuto o obnovení toto hraničního přechodu. Škoda, že již není železobetonový most pochazejicí z konce devatenáctého století, který byl odstraněn Vojskem ochrany pohraničí v roce 1981.

Hraniční přechod je také unikátní, protože je zde poslední bod cyklostezky Járy Cimrmana, která začíná v Navarově, kde tento pozoruhodný muž vyrazil pěšky směrem do Slezska a mizí někde v této oblasti. To říká informační tabule a jak to bylo doopravdy?

Ale já jsem nezmizela, šla jsem do Orle a potom do chaty Górzystów, abych tady počkala na západ slunce a hvězdy. Vzhledem k zatažené obloze jsem jich mnoho neviděla. Ale východ slunce na rozsáhlých rašeliništích zlepší člověku náladu, dokonce i mému nevrlému kamarádovi. Proto aniž bychom čekali na otevření kuchyně, vydali jsme se dál.

DCF 1.0 DCF 1.0

Dobrý den, Wrocławiu! Dobrý den, Vratislavi!

O wyjeździe do Wrocławia myśleliśmy już w sierpniu. W końcu udało się i w sobotę, 27 września, Tomáš, Pavel, Tereza, Fanda i ja, pojechaliśmy poznawać główne miasto Dolnego Śląska. Te dwa dni były tak aktywne, że relacji tej nie sposób napisać krócej, ale z pewnością da się stworzyć dłuższą. Każdy z punktów naszego pobytu warty jest bowiem chociażby wspomnienia.

Podróż rozpoczęliśmy w sobotę wczesnym rankiem. Część trasy pokonaliśmy korzystając z biletu Libnet+, nazywanym przez nas „magicznym biletem”. Bilet grupowy (maks. 5 osób)   kosztuje tylko 320 koron (w Polsce nieco drożej, 75 zł – ok. 493 CZK) i obowiązuje przez 24 godziny po trzech stronach granicy na obszarze całego Euroregionu Nysa. Po przekroczeniu polskiej granicy, dokupiliśmy bilet Bolesławiec-Wrocław, a jako grupa otrzymaliśmy zniżkę.

Droga z Liberca do Wrocławia trwała prawie 5 godzin, ale przesiadki w dwóch miastach niemieckich – Görlitz i Zittau, urozmaiciły nam podróż. Pierwszą, ok. 40-minutową w Görlitz, postanowiliśmy wykorzystać na spacer po pobliskich ulicach. Przed sobą mieliśmy miasto kontrastów. Piękne, odnowione secesyjne kamienice, a obok zniszczone, zabite deskami stare budynki, w których zapewne kiedyś tętniło życie.

DSC_0022 DSC_0016

Wrocław, czwarte pod względem ilości obywateli, po Warszawie, Krakowie i Łodzi, miasto w Polsce, przywitało nas piękną i słoneczną pogodą. Hostel Cinnamon, w którym mieszkaliśmy, znajduje się blisko, bo ok. 20 minut piechotką od dworca i zaledwie kilka minut od Starego Miasta. Podczas drogi do hostelu, liczne szyldy sklepowe wykorzystalismy do nauki nowych polskich słówek. Po zakwaterowaniu wybraliśmy się na obiad. Wybór padł na pierogarnię Stary Młyn na samym Rynku. Lokal z miłą obsługą, ciekawym wystrojem (w toalecie można znaleźć książkę o Kreciku) i nieco wyższymi cenami, co rekompensowały jednak olbrzymie porcje pierogów (zostało nawet na kolację!). Jedyną wadą lokalu jest to, że alkoholowe piwo można pić tylko w ogródku, a ten był wówczas pełny. Pójście z Czechami, bardzo lubiącymi piwo, do knajpy, w której do obiadu nie można się go napić – tego chyba komentować nie muszę.

              DSC_0788

Sobotnie zwiedzanie zaczęliśmy od terenów parku Szczytnickiego. Mimo, że to Hala Stulecia jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych budynków na mapie Wrocławia, nasz wzrok przykuł znajdujący się naprzeciwko wysoki, metaloway słup w kształcie igły. Jak się okazało, „iglica” została postawiona w 1948 roku przez władze komunistyczne w związku z otwarciem „Wystawy Ziem Odzyskanych” i służyła celom propagandowym. Odwiedziliśmy też piękny Ogród Japoński i przeszliśmy się po parku Szczytnickim, na obszarze którego można trafić również na wątki czeskie. Pierwszym z nich jest przeniesiony tutaj w 1913 roku Kościół św. Jana Nepomucena, powstały w XVI w. Drugim, kamień, na którym umieszczono cytat byłego prezydenta RCz – Václava Havla. Po spacerze obejrzeliśmy jeszcze dwie multimedialne projekcje fontann, a następnie spotkaliśmy się z naszym kolegą Damianem, z którym poszliśmy do kawiarni Bike Cafe. Tam spróbowaliśmy kilku bardzo smacznych piw regionalnych.

 DSC_0112DSC_0827

Warte wspomnienia jest nasze niedzielne zwiedzanie miasta z FREE walking TOUR (za darmo i po angielsku). Cała trasa trwa 2,5 h i obejmuje wszystkie części miasta, które początkujący turysta powinien poznać: Rynek Główny, Plac Solny, dawną dzielnicę żydowską, Ossolineum, Uniwersytet i Ostrów Tumski. Dowiedzieliśmy się na przykład, że we Wrocławiu znajduje się ponad 100 mostów, a samo miasto nazywane jest Wenecją Północy. Poznaliśmy też powód, dla którego w różnych miejscach Wrocławia rozmieszczono aż 300 małych krasnoludków i historię ulicy Stare Jatki, dziś zapełnionej małymi sklepikami z biżuterią, porcelaną czy obrazami lokalnych artystów, a niegdyś będącej skupiskiem zakładów rzeźnych.

DSC_0843 DSC_0837

Po obiedzie pozostało nam jeszcze zobaczyć Panoramę Racławicką, w której znajduje się słynny obraz upamiętniajacy Bitwę pod Racławicami z 1794 roku. Malowidło wykonane w latach 1893-94 przez J. Stykę i W. Kossaka, wraz z częścią innych polskich dzieł sztuki, zostało przewiezione z Lwowa do Wrocławia po II wojnie światowej. Zwiedzający mają możliwość wysłuchania interesującej, ale dosyć krótkiej historii o obrazie, bitwie i jej przywódcach. Piękna scenografia pozwoliła nam na chwilę poczuć się częścią tego wydarzenia.

DSC_0856 DSC_0863

Dwa dnie naszego wyjazdu wykorzystaliśmy do maksimum i o to właśnie chodziło. Zobaczyliśmy główne wrocławskie miejsca i pamiątki, poznaliśmy trochę historii miasta i jego poszczególnych części. Wypiliśmy regionalne piwa i zjedliśmy dobre polskie jedzenie (dwójka naszych weganów też była usatysfakcjonowana z jedzenia w lokalu Vega). Wracając do Liberca, ponownie z biletem Libnet+ (polska wersja: EURO-NYSA ZVON), obiecaliśmy sobie powrócić kiedyś do Wrocławia, aby poznać to miasto jeszcze lepiej. Nasz plan przypieczętowaliśmy popijając (polskie) piwo, ale żeby było legalnie i bez zbędnych mandatów za picie w niedozwolonym miejscu, już po czeskiej stronie granicy.

PS: Opis mogłabym zawrzeć w schemacie: podróż-obiad-piwo-zwiedzanie-piwo-piwo-piwo-sen-śniadanie-zwiedzanie-obiad-piwo-piwo-piwo-zwiedzanie-zakupy-podróż-piwo-piwo… Ciekawie jest podróżować z Czechami 🙂 Dzięki!

O výletu do Vratislavi jsme uvažovali už v srpnu. Konečně se nám to povedlo. V sobotu 27. září jsme se já, Tomáš, Pavel, Tereza a Fanda vydali poznávat hlavní město Dolního Slezska. Ty dva dny byly nabité programem, takže nejde napsat krátou zprávu, ale jistě by šlo napsat ji delší. Každý z bodů našeho pobytu si zaslouží zmínku.

Na cestu jsme se vydali v sobotu brzy ráno. Na část trasy jsme využili jízdenku Libnet+, kterou bychom mohli nazvat „magickým listkem”. Skupinová jizdenka (pro max. 5 lidí) stojí pouhých 320 korun (v Polsku je to trošku dražší, 75 zl – cca. 493 korun) a platí 24 hodin na celém území Euroregionu Nisa. Po překročení hranice jsme si dokoupili lístek z Boleslavce do Vratislavi, a jako skupina jsme dostali opět slevu.

Cesta z Liberce trvala skoro 5 hodin, včetně přestupů ve dvou německých městech – Görlitz a Zittau, které nám ji trochu natáhly. Druhý přestup (cca 40 minut v Görlitz) jsme se rozhodli využít ke krátké procházce po nedalekých ulicích. Stálo před námi město kontrastů. Na jedné straně pěkné a zrekonstruované secesní činžáky. Na druhé poničené a opuštěné staré stavby, které kdysi pravděpodobně překypovaly životem.

DSC_0019 DSC_0015

Vratislav, podle počtu obyvatel čtvrté polské město (po Varšavě, Krakově a Lodži), nás přivítala příjemným a slunečným počasím. Hostel Cinnamon, kde jsme měli strávit noc, leží nedaleko nádraží (cca 20 minut pěšky) a pár minut od centra Starého Města. Jak se ukázalo cestou do hostelu, nápisy na obchodech mohou výborně posloužit k procvičování polských slovíček. Po ubytování jsme vyrazili na oběd. Rozhodli jsme se pro pirohy ve Starém mlýně přímo na Rynku. Restaurace s příjemnou obsluhou a zajímavou výzdobou (na WC je možné najít knihu s českým Krtečkem v polštině). Poněkud vyšší ceny kompenzovaly obrovské porce pirohů (něco zbylo ještě k večeři!). Snad jedinou nevýhodou bylo, že točené alkoholické pivo podávali pouze na zahrádce, ale ta byla tou dobou již plná. Jít s Čechy, kteří mají rádi pivo, do hospody, kde si ho nemohou dát k obědu – to snad nemusím komentovat.

             DSC_0834

Sobotní prohlídku jsme začali v prostorách Szczytnického parku. Ačkoliv Hala století je jednou z nejznámnějších vratislavských památek, vedle ní naši pozornost upoutalo vysoké kovové monstrum připomínající jehlu. Jak jsme se dozvěděli, „Iglicu” postavila v roce 1948 komunistická vláda u příležitosti otevření výstavy „Znovuzískané země”. Trochu zavání propagandou. Navštívíli jsme také Japonskou zahradu a prošli se po cestičkách Szczytnického parku. V něm jsme narazili na dvě české stopy – kostel sv. Jana Nepomuckého z XVI. století sem přestěhovaný v roce 1913 a citát bývalého prezidenta ČR Václava Havla na kamenném bloku. Večer jsme zhlédli dvě multimediální projekce fontány a pak jsme se svezli tramvají na setkání s naším kamarádem Damianem. Ten nás zavedl do kavárny Bike Cafe, kde jsme ochutnali několik druhů regionální piv – mimochodem vynikajících.

DSC_0817 DSC_0808

Je třeba též připomenout naši nedělní prohlídku města s FREE walking TOUR (zdarma a v angličtině). Celá trasa trvá 2,5 hodiny a zahrnuje všechny důležité turistické zajímavosti centra města: hlavní a Solné náměstí, bývalou židovskou čtvrt, Ossolineum, univerzitu a Tumský ostrov. Dozvědli jsme se napříkad, že ve Vratislavi je přes 100 mostů a že město je nazýváno Benátkami severu. Víme už také, proč je v různých částech města rozmístěno 300 trpaslíků. Seznámili jsme se s historií uličky Stará jatka, dneska plné malých obchůdků se šperky, porcelánem či obrázky místních malířů – dříve masnými krámy.

DSC_0838 DSC_0850

Po obědě jsme se vypravili navštívit Raclavické panoráma – slavný obraz připomínající bitvu u Raclavic v roce 1794. Malba vznikla v letech 1893–94. Je dílem J. Styky a W. Kossaka. Společně s dalšími polskými uměleckými díly byla převezena ze Lvova do Vratislavi po II. světové válce. Návštěvníci mají možnost vyslechnout velmi poutavou historii obrazu, bitvy a jejích vojevůdců. Krásná scénografie nám umožnila stát se na chvíli spoluúčastníky této události.

DSC_0859 DSC_0199

Dva dny našeho výletu jsme maximálně využili, a o to nám šlo. Prohlédli jsme si hlavní vratislavské pamětihodnosti, poznali jsme trochu historii města a jeho částí. Vypili jsme řadu regionalních piv a ochutnali dobré polské jídlo (dvojice našich veganů byla taky nadšená, a to jídlem ve veganském baru Vega). Když jsme jeli zpět do Liberce (s polskou verzí Libnetu+:  EURO-NYSA ZVON), slíbili jsme si, že se do Vratislavi vrátíme, abychom ji poznali lépe. Naše předsevzetí jsme zapili polským pivem. Ale až na českém území, abychom respektovali polské a německé vyhlášky o zákazu konzumace alkoholu na veřejnosti.

PS: Popis bych mohla shrnout do následujícího schématu: cesta-oběd-pivo-prohlídka-pivo-pivo-pivo-spaní-snídaně-prohlídka-oběd-pivo-pivo-pivo-prohlídka-cesta-pivo-pivo… Je zajímavé cestovat s Čechy 🙂 Díky!

Z Josefova dolu do Bílého Potoka/Z Josefova důl do Bílého Potoka

Josefův důl (580 m.n.p.m.), Vodopád Jedlové (809 m.n.p.m.), Jizera (1122 m.np.m.), Polední kameny (1006 m.n.p.m.) nebo Fydlantské cimbuři (900 m.n.p.m.), to vše na cestě z Josefova dolu do Bílého Potoka.

Josefův Důl se nachází v nadmořské výšce 580 metrů. Je to dobré výchozí místo pro pěší turistiku. Je to jedna z kouzelných vesnic, na kterou je pohled oknem vlaku na trase Liberec – Szklarska Poręba. Chaty jsou různorodé, najdete zde malé a dřevěné, velké domy, domy secesní.

Cestu jsem započala po modré značce, má svůj název Mořská cesta, vede k vodopádům Jedlové, podél potoka Jedlová, takže můj oblíbený zvuk horských potoků mě doprovázel během cesty oblasti rezervace Jedlový důl.

DCF 1.0 DCF 1.0

Když už se vyjde z chráněné krajinné oblasti na cestu z betonových desek, kdekdo je v pokušení říci: “Cesta je dlouhá, ale není známo, zda to má konec”. Je docela dobrá pro cykloturisty, trošku nudná pro pěší turisty. I když i zde můžete vidět takové zajimavosti jako celou louku v babím létě osvětlenou vycházejícím sluncem.

Prvního turistu, jedoucího na kole, jsem potkala, až když jsem odbočovala na žlutou turistickou značku vedoucí k Jizeře. Tam naopak, k mému překvapení, byla celá skupina turistů s velkými batohy. Na vrcholu je lovecká chata s názvem Šroub, která je zavřena, ale na terase si můžete klidně spát, aniž byste zničili chráněnou krajinu. Jizera je o 2 m nižší než Smrk (1124 m). Z jejího vrcholu můžete vidět Polsko i Ještěd a dokonce zachytit polský signál na vašem telefonu. Chata je zmíněna už v šestnáctém století, kdy je popsána Bražecká hora, jejíž název pochází od slova brah – hromada. A opravdu je na vrcholu “hromada” kamení, na jeden z nich se můžete dostat po žebříku.

DCF 1.0Dále vede cesta s výhledem na Jizerské hory a Smědavskou horu, kterou cyklisté mohou objet celou. Na křižovatce jsem vyrazila po žluté turistické značce vedoucí k Polednímu kameni, ale nedocenila jsem kouzlo rašeliniště Vlčí louky. Přestoupíc na cyklistickou cestu, jsem vstoupila na velmi zarostlou a úzkou cestu, ale neměla trvat déle než půl hodiny a už se mi v dáli jevily Polední Kameny, pohled z této strany nebyl příliš atraktivní. Byla jsem tam přesně ve 12.10. Na Zelený čtvrtek v poledne se otevirají dveře, kde je ukrytý poklad, na tom místě můžete vidět značení žlutými pruhy. Meditovala jsem na skalách, které připomínaly hromádky na cestách a na vrcholu poskládané především českými turisty, ale tyhle byly ve verzi pro obry. Zamířila jsem po žluté turistické značce na Frýdlantské cimbuří a tady jsem spatřila poklad: výhled na tomto místě. Bylo to jako projít dveřmi do jiného světa, z lesů a rašelinišť do skal a v dálce se rozprostíraly pole, louky a chalupy. Magie.DCF 1.0

Zde, jsem na cestě našla kámen, který jsem využila jako stolek k obědu, dala jsem si uzený sýr, smotaný do klubíčka, velmi chutný a výživný. Minula mě skupina dětí s velkými batohy. Později o kousek dál, kde jsem zdolala tři schůdky žebříku, napadlo mě, co si asi myslely o tomto místě.

Frýdlantské cimbuří dostalo svůj název, protože svým tvarem připomíná cimbuří hradu Frýdlant. V roce 1912 bylo na jednom z vrcholů umístěno frýdlantské znamení. O skály se zajímají i horolezci, dokonce se pokoušeli o vytvořeni via ferrata, což se ale nepodařilo. Po dlouhou dobu cimbuří nebylo přístupné pro turisty bez vybavení. Jen další zabezpečení a žebřík namontován v 70. letech dvacátého století umožňuje, že se všichni můžou těšit vyhlídkou a brusinkami, které jsou na cestě.

Nejlepší je sejít dolů mezi stromy, které poskytují oddech od slunce, jít dolů na zelenou a dostat se k Hajnímu Kostelu a vodopádu Černého Potoka. Ale čarodějnice z Hajního Kostela a dějiny vodopádu si nechám na příště.



DCF 1.0 DCF 1.0

Josefův důl (580 m.n.p.m.), Vodopád Jedlové (809 m.n.p.m.), Izera (1122 m.np.m.), Polední kameny (1006 m.n.p.m.) oraz Fydlantské cimbuři (900 m.n.p.m.), wszystko na trasie z Josefův důl do Bílého Potoka.

 

DCF 1.0Josefův důl mieści się na wysokości 580 m.n.p.m.. Jest to dobre miejsce wypadowe na szlaki. Jest to jedna z urokliwych miejscowości, których wiele ogląda się prze okno pociągu na trasie Liberec – Szklarska Poręba. Domki są różnorodne, znajdą się tutaj małe i drewniane chatki, wielkie rezydencje, a nawet domy secesyjne .

Drogę zaczęłam po niebieskim szlaku tzw. Mořskiej cestě, prowadzi ona do wodospadów Jedlové, wzdłuż potoku Jedlová, więc mój ulubiony szum potoków górskich towarzyszył mi na całym obszarze zaliczanym do Rezerwatu Jedlovy důl .

Wychodząc już z obszaru chronionego na drogę z betonowymi płytami, ma się ochotę DCF 1.0powiedzieć: „droga długa jest, nie wiadomo czy ma kres”. W sumie, całkiem dobra dla turystów rowerowych, trochę nudniejsza dla pieszego turysty. Choć i tutaj można zobaczyć takie perełki jak cała łąka w babim lecie oświetlonym wstającym słońcem.

Pierwszego turystę, ale rowerowego, spotkałam skręcając na żółty szlak prowadzący na Jizerę. Tam z kolei, ku mojemu zaskoczeniu, pojawiła się cała grupka, która schodziła z wielkimi plecakami. Na szczycie mieści się chatka myśliwska tzw. dom z DCF 1.0bierwion (cz. srub), zamknięta, ale na jej tarasie można spokojnie się przespać nie niszcząc chronionego krajobrazu. Jizera jest o 2 m niższa niż Smrk (1124 m.n.p.m.), można z jej szczytu zobaczyć Polskę, można też zobaczyć Ještěd i złapać polski zasięg w telefonie. Wzmiankowana już w XVI wieku, choć wtedy określana Bražeckou horou od słowa brah – kupa. Bo faktycznie na jej szczycie znajdują się „kupki” skał, na jedną z nich dostęp jest możliwy dzięki barierką.

Dalsza droga prowadzi z widokiem na Jizerę i Smědavskou horę, którą rowerzyści mogą spokojnie objechać. Na rozdrożu odbiłam na szlak żółty prowadzący do Poledních kamenův, po drodze nie doceniłam uroków torfowiska Vlči Louky.  Przekraczając drogę dla rowerów weszłam w prawdziwie krzaczasty teren i wąską ścieżkę, ale droga nią nie trwała dłużej niż pół godziny i już ukazały mi się Polední kameny, widok z tej strony nie był zbyt DCF 1.0atrakcyjny. Byłam tam dokładnie o 12.10. Ponoć o godzinie 12 w Wielki Czwartek otwierają się wrota gdzie ukryty jest skarb, można go dostrzec po żółtych smugach. Pomedytowałam chwilę nad skałkami, które przypominały kopczyki układane przede wszystkim przez Czechów na szlakach i na szczytach, ale te były w wersji układanej przez olbrzymy. Skierowałam się dalej na żółty szlak na Frydlantské cimbuří i tutaj dopiero zobaczyłam skarb, widok w tym miejscu, to jak przejście przez wrota do innego świata, z lasu i torfowisk do skałek a w dali rozpościerające się pola, łąki i domki. Magia.

Tutaj po drodze znalazłam skałkę odpowiednią na obiad, wędzony ser, zwinięty w kulkę, bardzo smaczny i pożywny. Minęła mnie jeszcze grupa dzieciaków z wielkimi plecakami. Później kiedy w jednym miejscu pokonywałam drogę po trzech szczeblach drabinki, zastanawiałam się co oni sobie myśleli w tym miejscu.

Frydlantské cimbuří podobno swoją nazwę zawdzięcza temu że jego kształt przypomina blanki zamku Frydlantu. W 1912 r. na jednym ze szczytów umieszczono znak Frydlantu. Do dziś skałki wzbudzają zainteresowanie górołazów, nawet starano się o utworzenie via ferraty. Przez długi czas cimbuří nie było dostępne dla turystów bez odpowiedniego sprzętu. Dopiero dodatkowe zabezpieczenia i drabinki zamontowane w latach 70-tych XX wieku, pozwalają każdemu cieszyć się  panoramą jaka się stąd rozpościera oraz borówkami, które znajdują się na ścieżce.

Idealnie schodzi się w dół między drzewami, które dają wytchnienie od słońca, schodząc na zielony szlak warto jeszcze zajść na Hajní Kostel i do wodospadu Černého Potoka. Ale temat czarownic z Hajního Kostela i historię o Černým Potoku zostawmy sobie na następny raz.

DCF 1.0

W poszukiwaniu pięciu zmysłów, a nawet dalej, cz.2/ Hledání pěti smyslů na Smrku, a dokonce ještě více č. 2.

Smrk

Smrk je cca o 2 cm nižší než Vysoká Kopa (1126 m), který je nejvyšším vrcholem Jizerských hor. Ve středověku se tu rozprostírala hranice Česka, Lužic a Slezska. Dnes je česko-polská hranice na Smreku, 5 minut chůze od Smrku.

Smrk není krásný, výhled z jeho vrcholu není nejkrásnějším výhledem. Přesto výstup  výrazně zlepšuje viditelnost. Pěkný výhled je též na místě, kde je lavička při sestupu po modré značce ze Smrku k Předelí. Je možné odtud vidět Jizerské hory a Krkonoše. Je zde i tabule, kde se můžete pokusit přečíst názvy jednotlivých vrcholů. Ale nebyl to pohled, co se mi nejvíce líbilo, ale dovadějící vítr a oblaky na dosah ruky.

DCF 1.0 DCF 1.0

Lepší Paličník

Ze Smrku jsem šla po modré značce dolů po dřevěných schodech, které vypadaly docela nově. Tato část modré trasy není tak atraktivní jako část vedoucí z Nového Města. Ano, 20-minutový sestup uspokojí nejnáročnějšího poutnika. Ale potom musí postačit už jen zvuk rychle jedoucích kol a stromy. Až na tabuli, která informuje o prameně Jizery.

Paličník (944 m) je název rezervace a dvou kamenů propojených dřevěným mostem. Můžete se sem dostat diky opěrné zdi a žebříčku, naštěstí na to myslel někdo už začátkem dvacátého století. Je odtud výhled na Smrk, Bílý Potok, můžete vidět dokonce i Jizerské hory a Krkonoše. Jak řekl jeden z turistů, se kterým jsem mluvila: „je lepší výhled odtud, než ze Smrku a také méně lidí”.

DCF 1.0 DCF 1.0

Příjemné osvěžení

Z Paličníku jsem šla dolů do obce Bílý Potok. Sestup vede poměrně úzkou cestou, ale asi po 20 minutách do uší mi dolehl šum Hájeného potoku. Když jsem přišla, potkala jsem holčičky, které sbíraly borůvky. Obdivuji je, protože jsem nikdy neměla na borůvky trpělivost. Níže jsem potkala jejich dědečka, který mě povzbudil k pítí vody z pramenu. Samozřejmě, že jsem naplnila láhev svou oblíbenou vodou. Přešla jsem lávku a šla po kamenné cestě, velmi dobře se po ní šlo, zvláště když potok zpíval. Zastavila jsem se na každém ze čtyř mostů.

Také jsem si všimla dalšího pomníčku Jizerských hor. Na skále byl přibitý oltář Nanebevzetí Panny Marie. Jak uvádí Miroslav Nevrlý v Bibli Jizerských hor, Josef Kratzer zemřel v roce 1890 poté, co se mu rozdrtily sáně, na který ztratil kontrolu.

Bartlova Bouda (520 m n.m.) je místo, kde začíná Bílý Potok. I zde je k dispozici restaurace s výhledem na Frýdlantské cimbuří. Zde mě zastihl letní, slabý déšť, který se smíchal s vůní trávy, kterou sekala žena s dítětem na zádech. Celou cestu 3,5 km na nádraží jsem byla doprovázena zvuky bouře, kdesi v horách.

DCF 1.0 DCF 1.0



 

Smrk

Smr jest o 2 cm niższy od Wysokiej Kopy (1126 m.n.p.m.), która jest najwyższym szczytem Izer. W średniowieczu przebiegała tędy granica Czech, Łużyc i Śląska. Dziś granica czesko-polska jest na Smreku, 5 minut pieszo od Smrku.

Smrk nie jest piękny, nie roztaczają się z jego wierzchołka oszałamiające widoki. Choć wyjście na wieże zdecydowanie poprawia widoczność. Dobrym punktem widokowym jest też ławeczka przy zejściu niebieskim szlakiem ze Smrka w stronę Předelí, widać stąd Karkonosze i Izery, a z zamazanej tabliczki można spróbować odczytać poszczególne nazwy szczytów. Jednak to nie widoki mi się najbardziej spodobały a hulający wiatr i chmury na wyciągnięcie ręki.

DCF 1.0 DCF 1.0

Lepszy Paličník

Ze Smrku udałam się niebieskim szlakiem w dół, po drewnianych schodach, wyglądających na całkiem nowe. Ta część niebieskiego szlaku nie jest już tak atrakcyjna jak ta prowadząca z Nowego Miasta. Owszem 20-minutowe zejście zaspokoi najbardziej wymagających, ale potem pozostaje już dźwięk szybko jadącego roweru i drzewa. Z małą zmianą w pobliżu tabliczki informującej o źródle Jizery.

Paličník (944 m.n.p.m.) to nazwa rezerwatu i dwóch skał połączonych ze sobą drewnianym mostkiem. Można się tutaj dostać dzięki barierkom i drabinkom, na szczęście pomyślano o tym już na początku XX wieku. Widać stąd Smrk, widać Bilý Potok, widać Jizerę i nawet Karkonosze. Jak stwierdził jeden z turystów rozmawiając ze mną, lepszy stąd widok niż ze Smrku a i ludzi mniej.

 

DCF 1.0 DCF 1.0

Przyjemne orzeźwienie

Z Paličnika można zejść do miejscowości Bilý Potok. Zejście prowadzi dość wąską ścieżką, ale po jakiś 20 minutach do uszu dobiega szmer Hájeného Potoka. Idąc spotkałam małe dziewczynki zrywające borówki. Podziwiam je, nigdy nie miałam cierpliwości do borówek. Niżej spotkałam ich dziadka, który zachęcał do napicia się wody ze źródełka. Oczywiście napełniłam butelkę moją ulubioną wodą. Przechodząc przez kładkę zaczyna się kamienista droga, bardzo dobrze się nią idzie, zwłaszcza kiedy potok śpiewa. Zatrzymałam się na każdym z czterech mostków, Po trzecim droga z kamienistej zmieniła się w wysypaną kamyczkami.

Zauważyłam też  kolejny z pomniczków Gór Izerskich. Do skały przybity ołtarzyk z wniebowzięciem Najświętszej Marii Panny. Jak relacjonuje Miroslav Neverly w Biblii Gór Izerskich, Josef Kratzer zginął w 1890 roku po tym jak zmiażdżyły go sanie, nad którymi stracił kontrolę.

Bartlova Bouda (520 m.n.p.m.) to miejsce w którym zaczyna się Bilý Potok. Tutaj też mieści się restauracja z widokiem na Frydlantské cimnuří. Tutaj złapał mnie letni, słaby, deszcz, który zmieszał się z zapachem trawy koszonej przez kobietę z niemowlęciem na plecach. Przez 3,5 km do stacji pociągu towarzyszyły mi odgłosy burzy, gdzieś tam nad górami.

DCF 1.0 DCF 1.0DCF 1.0 DCF 1.0

DCF 1.0 DCF 1.0

W poszukiwaniu pięciu zmysłów, a nawet dalej, cz.1/ Hledání pěti smyslů na Smrku, a dokonce ještě více č. 1.

 

Na horách je všechno co miluji, protože hory jsou poezie, odpočinek, slunce a déšť, protože tam je člověk blíž tomu čemusi. Protože se tam probouzí všechny smysly. A ty můžeš zvolnit.

DCF 1.0 DCF 1.0

 

Zrakem na Nové Město

Do Nového Města pod Smrkem jsem přijela vlakem. Krátká cesta městem, výraz překvapení na tvářích místních obyvatel, když spatřili osobu s foťákem, a hned jsem za městem. Tomuto městu chybí takové kouzlo, jaké má třeba obec Bílý Potok, což je vidět především při procházce ulicemi města. Z vrchu vypadá Nové Město jako park, jen sem tam jsou vidět domky. Všude stromy a stromy. A na mě čekala ještě cesta lesem. Mám ráda les prosvětlený prvnímí paprsky slunce. V tu dobu (a po západu slunce) vypadá les jako krajina lesních skřítků, kterou nepochybně je. Není nic zvlaštního na tom, že když se přede mnou objevil Potok Kyselka a magická mlha vystupující spoza smrků, upoutalo to můj zrak. Sluch přitáhl šum vody, která se přelévala z kamene na kámen a nos hned pocítil vůni smrků, které byly čerstvě pokácené. Nohy samy odbočily u místa zvaného U kyselky kousek z modré cesty a přišly k prameni Kyselky, kde je možné napít se studené, horské vody. Na tomto místě i smysl chuť byl překvapen, protože se ukázalo, že název potoka není nahodný.

DCF 1.0 DCF 1.0

Konečně na kopec

Moje zastávka U Kyselky byla ve výšce 545 m a Smrk měří 1124 m. Cesta vedla mezi stromy a nebyla tam žádná vyhlídka do okolí. Také i tady je možné se utěšit malými objevy. Nejdřív sem potkala hlemýždě bez ulity neboli slimáka. V polštině je jeho název ślinik wielki (łac. Arion rufus). Zatím jsem viděla slimáka v hnědé barvě, protože spousta z nich vylézá po dešti v Liberci, viděla jsem i modré slimáky v Beskydech. Přestože byla Kyselka už dlouhou dobu za mnou, potkala jsem čas od času úzké potůčky vody. První turisty jsem potkala na křižovatce cest: modré, zelené a červené pro cyklisty. Vydala jsem se dál do kopce. Kolem mě stromy a na cestě trochu bláta. A nakonec smrt Pecha. Na tomto místě na tabulce je popis nešťastné okolnosti úmrtí Adolfa Pecha v roce 1933, hajného z Nového Města pod Smrkem. Můžete si tu posedět na lavičce a poprvé se rozhlédnout okolí. Vyplatí se tu na chvilku se pozastavit. Můžete jíst maliny, pozorovat motýly bojující o místo na jedné z květin a přemýšlet o tom, kdo zapnul cvrčky. Neuklidnili se až do příchodu k samému Smrku, těsně před vrcholem jsem zaslechla další podivný zvuk – cik cik, tik tik. Bohužel, mé poznávací schopnosti zvuků se blíží nule.

DCF 1.0 DCF 1.0

A kudy teďka, značení na…

Na tabuli o smrti Adolfa Pecha, se někdo rozhodl vyjádřit své pobouření nad nedostatečným označením rozcestníku. Je to místo, kde cesta, kterou jsem přišla, se připojuje ke kamenité cestě a je pravda, že je nutné se dobře podívat kolem sebe, abyste v dálce uviděli značku označující cestu ke Smrku. Šla jsem opět do kopce a mezi vysokými kapradinami. Ale asi po 15 minutách cvrčci dále hrají koncert, a po dalších pěti set metrech, si znovu můžete vychutnat studenou horskou vodu, ke které brání přístup dřevěná soška, jejíž jméno jsem nemohla přečíst. Čas od času se zde nachází také informační tabule na vysokých tyčích, takže nemůžete zabloudit. Poslední kousek není tak strmý, a přestože je obtížné rozpoznat vrchol kvůli své šířce, je tu uvedeno česky, polsky a německy, že je zde Smrk.

DCF 1.0 DCF 1.0

W górach jest wszystko co kocham, bo góry to poezja, wytchnienie, słońce i deszcz, bo tam jesteś bliżej tego czegoś. Bo tam wszystkie zmysły budzą się. I zwalniasz.

 

Wzrokiem na Nowe Miasto

DCF 1.0Przyjechałam pociągiem do Nowego Miasta pod Smrkiem, krótka droga przez miasto, miny zdziwionych mieszkańców na widok człowieka z aparatem i już jestem poza miastem, z widokiem na łąki i z ławeczką by zjeść śniadanie i popatrzeć na to Nowe Miasto. Miastu brakuje tego uroku jakie mają takie miejscowości jak Bílý Potok, co widać zwłaszcza spacerując ulicami. Za to z górki wygląda jak park, tylko gdzie niegdzie widać domy. Wszędzie drzewa i drzewa. A mnie czekała droga lasem, ale ja lubię las oświetlony pierwszymi promieniami słońca. Wtedy (i podczas zachodu słońca) przypomina krainę leśnych ludków, którą zapewne jest. Nic więc dziwnego, że kiedy pojawił się potok Kyselka i magiczna mgiełka wśród wysokich świerkow, przyciągnęła wzrok. Słuch zatonął w szumie wody przelewającej się z kamienia na kamień, a węch od razu wyczuł ścięte świerki. I nogi same, w miejscu zwanym U kyselky, zboczyły kawałek z niebieskiego szlaku i znalazły się u źródełka aby napić się zimnej, górskiej wody. Tutaj zmysł smaku zaskoczenia, okazało się, że nazwa rzeki nie jest przypadkowa.

W końcu pod górę

Mój przystanek U Kyselky to 545 m.n.p.m., zaś Smrk to 1124 m.n.p.m. Droga prowadziła DCF 1.0wśród drzew, bez spektakularnej panoramy na okolicę. Ale i tutaj można cieszyć się drobnymi odkryciami. Najpierw spotkałam czarnego ślimaka bez skorupki czyli ślinik wielki (łac. Arion rufus). Dotąd widziałam ślimaki z tej rodziny  kolorze brązowym, bo pełno ich po deszczu w Libercu, były też niebieskie w Bieszczadach. Poza tym, choć Kyselka już dawno za mną, od czasu do czasu maleńkie strumyki wody dawały o sobie znać. Pierwsi turyści to rowerzyści na skrzyżowaniu szlaków: niebieskiego, zielonego z czerwonym rowerowym. A ja dalej pod górę, trochę po błocie, a wokół drzewa. I w końcu Śmierć Pecha. W tym miejscu na tablicy opisano okoliczności nieszczęśliwego postrzelenia w 1933 roku Adolfa Pecha, nadleśniczego z Nowego Miasta pod Smrkiem. Można tutaj przysiąść na ławeczce i kontemplować pierwsze tak rozległe widoki. Dobre miejsce żeby chwilę się zatrzymać, zjeść malinę z krzaczka, poobserwować motyle walczące o miejsce na jednym z kwiatów i zastanowić się kto włączył te świerszcze. Nie uspokoiły się aż do samego Smrku, chwilę przed szczytem doszedł jeszcze jeden dziwny dźwięk – cik cik, tik tik. Niestety moja znajomość odgłosów zwierząt jest bliska zeru.

 

A kudy tetka, znaceni na…

Na tablicy o  śmierci Adolfa Pecha ktoś postanowił wyrazić swoje oburzenie na brak drogowskazu. Jest to miejsce gdzie ścieżka, którą przyszłam łączy się z kamienistą drogą i faktycznie trzeba się dobrze rozejrzeć żeby zobaczyć w oddali tabliczkę wskazującą drogę na Smrk. Podchodząc do niej już wiadomo, że znów będzie pod górę i to między wysokimi paprociami. Za to po jakichś 15 minutach odsłania się kamienna ścieżka, świerszcze dalej dają koncert, a po kolejnych pięciuset metrach znów można napić się zimnej, górskiej wody do której dostępu broni ludzik, którego imienia nie udało mi się odczytać. Co jakiś czas pojawiają się też tabliczki informacyjne na wysokich tyczkach, więc nie da się zabłądzić. Ostatni odcinek nie jest już tak stromy i choć szczyt jest trudno rozpoznawalny ze względu na swoją szerokość, to głosy czeskie, polskie i niemieckie nie pozostawiają wątpliwości. Oto Smrk.

DCF 1.0 DCF 1.0 DCF 1.0 DCF 1.0 DCF 1.0 DCF 1.0

Na szkoleniu/Na školení

Wolontariat Europejski to nie tylko praca, ale również możliwość poznawania Republiki Czeskiej. I tak, miałyśmy okazję spędzić tydzień w uroczym czeskim miasteczku o nazwie Rožmberk nad Wełtawą.  To właśnie tam odbyło się nasze pierwsze spotkanie z osobami, które niedawno rozpoczęły swój EVS w Czechach.  Przez kilka dni mieszkałyśmy w pensjonacie znajdującym się w odrestaurowanych pozostałościach rožmbrskiego zamku z XIII w.

Czechy 2014 182Rožmberk nad Wełtawą znajduje się na południu Czech, nieopodal czesko-austriackiej granicy. Miasteczko, w sezonie letnim pełne turystów, podczas naszego wyjazdu było ciche i puste. Ta aura dodawała mu jednak jeszcze większego klimatu, a nam – wolontariuszom – pomogła w lepszym zrozumieniu zadań, które przygotowali dla nas trzej sympatyczni trenerzy.

Przez cały tydzień miałyśmy możliwość uczestnictwa w ciekawych warsztatach o rozmaitej tematyce, m.in. o edukacji nieformalnej, zarządzaniu mini projektami czy specyfice międzykulturowości. Każde z przygotowanych zadań sprzyjało współpracy, dlatego szybko poznałyśmy resztę grupy. Praca
z 25 osobami z całej Europy była różnorodna, ciekawa i bardzo wesoła. Każdy z wolontariuszy miał okazję zaproponować też własny pomysł na aktywizację grupy – my postawiłyśmy na polskie łamańce językowe i zabawę „secret friend”, w której chodzi o zaskakiwanie wylosowanej osoby miłym uczynkiem lub wiadomością.

Nasz wolontariat wykonujemy w Czechach, dlatego całe spotkanie było wzbogacone w wątki czeskie. Uczyliśmy się języka, rozmawialiśmy o historii Czech w XX w. i o tym jak postrzegamy ludzi żyjących tutaj. Był też wieczór z filmem czeskim i wycieczka do jednego z najpiękniejszych miast jakie dotąd zobaczyłyśmy w Czechach – Českého Krumlova, oddalonego jedynie o 20 km od Rožmberku.

Czechy 2014 305Wycieczka do Českého Krumlova była niezwykła nie tylko ze względu na wyjątkowość tego miasta, ale także dzięki zadaniom, które musieliśmy w nim wykonać. Pytaliśmy Czechów mieszkających w Českém Krumlově, o to jak się im żyje i co, ich zdaniem, jest tematem tabu w państwie. Zaczepieni przez nas Czesi byli w większości otwarci i chętni do dzielenia się swoimi refleksjami. Dla nas było to zupełnie nowe poznawanie nieznanego miejsca

EDS to není jenom práce, ale také příležitost poznávat Českou republiku. Díky ní jsme měly možnost pobývat týden v malebném městečku, které nese název Rožmberk nad Vltavou. Zde, konalo se setkaní vśechních lid, kteřý jsou v České republice na EDSu. Přez celý tyden jsme bydlely v penzione, který je častiou obnovénécho rożmberského zamku z XIII. století. 

Czechy 2014 190Rožmberk nad Vltavou je v Finch Čechach, kousek od česko-rakouské hranicy. Městečko, je plne turistů o prazdninách, ale ted było ono tiche a prazdné. Tento aura přidavala ješte vic kouzlé.  A nám, dobrovolnikom, přispívala do lepšicho pochopení ukolů, které připravily pro nás tří sympatický školitele.

Přez celý tyden jsme mochly zučastnít zajimavé workshopy, a mezí tem o naformalním vzdělavaní, řišení mini projekt, nebo o zvlaštností mezikulturality. Každy ukol dava možnost na spoluprace a tem samem brzo jsme poznaly zbytek skupiny. Spolupraca z 25 lidí z celé Evropy była růžnorodná, zajimavá a občas i srandová. Každy dobrovolnik mohl nabídnout kratkou aktivitu pro celé  skupiny. My  jsme výbraly polské jazykolamy a hre „secret friend”, ktéré hlavní myslenka to překvapit vylosovanou osobu nějakým činem nebo zprávou.

Místem konaní  našecho dobrovolnictvi jsou Čechy, tak nemochlo chybet i české fabuly. Učily jsme se češtinu, mluvily jsme o české history XX. století, a o tem jak vnímame lidí zde. Konal se taky filmom večírék a taky výlet do Českého Krumlova – ktérý je 20 kilometrů od Rožmberku.

Czechy 2014 211Výlet do Českého Krumlova byl ojedínělý nejenom diký městu, ale taký diky ukolom ktére připravili naší školitele. Tak jsme ptalí Čechu jak Jim je v Českým Krumlově, jak se jíj žije, jake, myslou że je tabu v Čechach. Ptaní Češí v mnoho připada byli hodný, otveření a ochotní do vyložení svoích dojmů. A pro nas to był uplné noví způsop na poznaní místa.

Trzeba iść dokądkolwiek…

Trzeba iść dokądkolwiek. Trzeba ufać drodze.

Gnuśnieję kiedy nigdzie z domu nie wychodzę. DCF 1.0 DCF 1.0

Tak pisał kiedyś Jan Sztaudynger, fraszkopisarz, poeta, tłumacz i prozaik. Przez cztery lata mieszkał w Szklarskiej Porębie, gdzie powstało kilka jego wierszy. W roku 2009 została otwarta Duża Sztaudyngerowska Trasa Turystyczna, która stała się celem naszej wyprawy do Szklarskiej Poręby. Ostatecznie jednak zbłądziliśmy w trochę inne tereny…

Zaczęliśmy podróż w Libercu wsiadając do szynobusu wyprodukowanego przez Pesę, polską firmę z siedzibą w Bydgoszczy. Niestety w Jabłoncu nad Nysą (z powodu modernizacji torów) musieliśmy się przesiąść do autobusu. Do pociągu, tym razem Maryśki, wsiedliśmy znów na przystanku w Kořenovie. Pociąg ten jest chyba najgłośniejszym i najbardziej trzęsącym pociągiem, ale droga nim przez góry to czysta przyjemność. Zwłaszcza kiedy można wymyślać rymy do polskich słów takich jak zaklęty, szum, włóczyć, juhas.

Na przystanku Szklarska Poręba Huta zaczęliśmy pieszą wędrówkę. Doszliśmy do nieczynnej Huty Kryształów „Julia”, ale dzięki uprzejmości pana z psem mogliśmy zajrzeć do głównej hali. Może kiedyś to miejsce znów zacznie tętnić życiem, ponoć jest taki plan. Trzeba też dodać, że sama nazwa Szklarskiej Poręby wiąże się z hutami szkła, które licznie powstawały na tym terenie już w XIV wieku, ale były one hutami wędrownymi to znaczy, że karczowano pod nie las, przez co powstawała poręba.

DCF 1.0 Cel drugi to wodospad Kamieńczyk, gdzie kręcono zdjęcia do Opowieści z Narnii, po czesku Letopisy Narnie. Tutaj też dostrzegliśmy pierwszą tablicę z fraszkami Jana Sztaudyngera. Dalej nasza droga prowadziła czerwonym szlakiem na Halę Szrenicką, gdzie w tamtejszym schronisku jedyne piwo, które jest z beczki to czeski Skalniak. Choć po siedzących wkoło można stwierdzić, że większym powodzeniem cieszyło się piwo z butelki. Taka mała różnica między Czechami i Polakami – pierwsi wolą beczkowane piwo, drudzy butelkowe.

SzlakiemDCF 1.0 zielonym okrążyliśmy Szrenicę i to był dobry wybór, bo na naszej ścieżce było mało ludzi, w miarę cicho i pełno nieziemskich widoków. Dalej szliśmy Mokrą ścieżką zastanawiając się nad tym czy będzie padał deszcz, ale mimo groźnych chmur nic nie spadło z nieba.

Zjedliśmy jeszcze pierogi w schronisku Pod Łabskim Szczytem na wysokości 1168 m.n.p.m. Jest to chyba najpopularniejsze danie, którym chwalimy się w Czechach, ale trzeba przyznać, że odpowiednio przygotowane są pyszne. Samo schronisko jest dość stare, choć brakuje w nim prawdziwej górskiej atmosfery. Zostało ono odbudowane po pożarze w 1914 roku, wcześniej w tym miejscu znajdowała się strażnica graniczna, buda myśliwska, potem pasterska i w końcu schronisko. My podążaliśmy dalej Czeską Ścieżką w dół, która mogła istnieć już w XIII wieku kiedy prowadziła od kasztelani we Wleniu do źródeł Łaby, można więc powiedzieć, że jest to najstarsza ścieżka łącząca Śląsk i Czechy. Na niej też powstały dwie fraszki, które możecie przeczytać poniżej.DCF 1.0                                                                                   DCF 1.0 DCF 1.0 DCF 1.0

Dalsza droga minęła nam bardzo szybko, głównie przez chęć zdążenia na ostatni pociąg do Czech o godz. 18.40. Dlatego tylko rzuciliśmy okiem na Wodospad Szklarki, który może jest i niższy o 320 metrów od Wodospadu Kamieńczyk, ale swoją magię, inną, posiada.

Dalej bieg na Złoty Widok, łyk wody, kilka zdjęć i ruszamy ścigając się z czasem przez miasto, choć świerszcze grają intensywnie, a wokół tylko las i łąka. Nie daliśmy się zaczarować i zdążyliśmy 10 minut przed odjazdem naszego pociągu.

DCF 1.0 DCF 1.0