Category Archives: lekcja polskiego

Čtení v zeleni

Kiedyś przeczytałam: „to, że książka jest najlepszym przyjacielem człowieka jest prawdą. Każdy ma przecież prawo przeżywać jakieś inne historie, poza rzeczywistością“. Nasza środowa akcja o nazwie „Čtení v zeleni“ (Czytanie w zieleni), zorganizowana nad miejską zaporą wodną, miała zachęcić mieszkańców do zatrzymania się i spędzenia chwili, właśnie z książką w ręku.

Dlaczego zorganizowaliśmy takie wydarzenie? Od jakiegoś czasu liberecka

Občanská knihovna w której działamy, zajmuje się promocją idei Knihotoča – w Polsce znanego jako bookcrosing. Ideą akcji jest wymiana książkek między czytelnikami w dość ciekawy, bo niewidzialny sposób. Przeczytaną lekturę możemy zostawić w jakimś miejscu publicznym – na przystanku, w knajpie, sklepie czy na dworcu, a następnie śledzić dokąd zawędrowała, kto ją przeczytał i jaką ma o niej opinię. W śledzeniu ma nam pomóć strona www.knihotocz.cz.

W tę środę książki z Občanskej knihovny czekaly na nowych właścicieli na ławkach. Piękna pogoda plus dobra książka to właściwe połączenie. Dla wielu z pewnością jedno z lepszych na spędzenie wolnego czasu. Wyznaczając datę naszego happeningu, postanowiłam zaufać prognozom z czeskich stron – na szczęście nie pomyliłam się. Pogoda była jak na zamówienie!

Oprócz akcji, wraz ze znajomymi Czechami uczęszczających na nasze lekcje polskiego, siedząc na kocu i popijając czeskie piwo, poznawaliśmy polskich pisarzy i ich dzieła, opowiadaliśmy o naszych ulubionych autorach i tłumaczyliśmy wiersze Miłosza.

Podczas happeningu przechodnie mogli włączyć się też w „knihotoč cytatów i mott“, dzieląc się z innymi ciekawymi tekstami. Chciałabym przytoczyć jeden z nich: „Życie jest jak łąka z fiołkami. Ale jak tylko się po jakiegoś schylisz, ktoś Cię kopnie w tyłek…

Jak najmniej kopnięć :)“

 

Pozostaje mi tylko napisać, że przyłączam się do tego uroczego życzenia.

DSC_0624DSC_0640

Kdysi jsem si přečetla: „to, že kniha je nejlepším přítelem člověka, je pravda. Každý má přece právo prožívat nějaký příběh mimo realitu“. Naše středeční akce nazvaná “Čtení v zeleni” a uskutečněná na Liberecké přehradě, měla podnítit lidi k zastavení se a strávení aspoň chvilky s knihou v ruce.

Proč jsme se rozhodli zorganizovat právě takovou akci? Od jisté doby se totiž liberecká Občanská knihovna, ve které působíme, zabývá podporou myšlenky tzv. Knihotoče. V Polsku je tato akce známá jako bookcrosing. Její ideou akce je výměna knih mezi čtenáři poněkud netradičním způsobem, protože dárce se s příjemcem nesetkává osobně. Přečtenou knihu je možné zanechat na nějakém veřejném místě – na autobusové zastávce, v hospodě, obchodě nebo na nádraží, a pak sledovat kam se dostala, kdo ji přečetl a jaký na ni má názor. Zájemcům o tyto informace pomůže stránka www.knihotocz.cz.

Ve středu očekávaly knihy z Občanské knihovny nové majitele na lavičkách. Krásné počasí plus dobrá kniha to je skvělé spojení. Určitě pro většinu lidí jedna z těch lepších variant trávení volného času. Když jsem přemýšlela, kdy náš happening uskutečnit, rozhodla jsem se důvěřovat předpovědi počasí na českých internetových stránkách – naštěstí to vyšlo. Počasí bylo jako na objednávku!

Kromě této akce jsme měli spolu se známými Čechy hodinu polštiny. Seděli jsme na dece a popíjeli české pivo, poznávali jsme polské spisovatele a jejich díla, bavili jsme se o svých oblíbených autorech, předčítali a překládali básně Czesława Miłosza.

Během happeningu jsme měli možnost zapojit se též do „kolotoče knižních citátů“ a podělit se tak s ostatními o zajímavá slova. Jeden citát za všechny: „Život je jako louka fialek, ale jen se pro nějakou sehneš, tak tě někdo kopne do prdele…

Co nejmíň kopanců :)”

 

Zbývá jen dodat, že se k tomuto půvabnému přání připojuji.

DSC_0628DSC_0647

Trzeba iść dokądkolwiek…

Trzeba iść dokądkolwiek. Trzeba ufać drodze.

Gnuśnieję kiedy nigdzie z domu nie wychodzę. DCF 1.0 DCF 1.0

Tak pisał kiedyś Jan Sztaudynger, fraszkopisarz, poeta, tłumacz i prozaik. Przez cztery lata mieszkał w Szklarskiej Porębie, gdzie powstało kilka jego wierszy. W roku 2009 została otwarta Duża Sztaudyngerowska Trasa Turystyczna, która stała się celem naszej wyprawy do Szklarskiej Poręby. Ostatecznie jednak zbłądziliśmy w trochę inne tereny…

Zaczęliśmy podróż w Libercu wsiadając do szynobusu wyprodukowanego przez Pesę, polską firmę z siedzibą w Bydgoszczy. Niestety w Jabłoncu nad Nysą (z powodu modernizacji torów) musieliśmy się przesiąść do autobusu. Do pociągu, tym razem Maryśki, wsiedliśmy znów na przystanku w Kořenovie. Pociąg ten jest chyba najgłośniejszym i najbardziej trzęsącym pociągiem, ale droga nim przez góry to czysta przyjemność. Zwłaszcza kiedy można wymyślać rymy do polskich słów takich jak zaklęty, szum, włóczyć, juhas.

Na przystanku Szklarska Poręba Huta zaczęliśmy pieszą wędrówkę. Doszliśmy do nieczynnej Huty Kryształów „Julia”, ale dzięki uprzejmości pana z psem mogliśmy zajrzeć do głównej hali. Może kiedyś to miejsce znów zacznie tętnić życiem, ponoć jest taki plan. Trzeba też dodać, że sama nazwa Szklarskiej Poręby wiąże się z hutami szkła, które licznie powstawały na tym terenie już w XIV wieku, ale były one hutami wędrownymi to znaczy, że karczowano pod nie las, przez co powstawała poręba.

DCF 1.0 Cel drugi to wodospad Kamieńczyk, gdzie kręcono zdjęcia do Opowieści z Narnii, po czesku Letopisy Narnie. Tutaj też dostrzegliśmy pierwszą tablicę z fraszkami Jana Sztaudyngera. Dalej nasza droga prowadziła czerwonym szlakiem na Halę Szrenicką, gdzie w tamtejszym schronisku jedyne piwo, które jest z beczki to czeski Skalniak. Choć po siedzących wkoło można stwierdzić, że większym powodzeniem cieszyło się piwo z butelki. Taka mała różnica między Czechami i Polakami – pierwsi wolą beczkowane piwo, drudzy butelkowe.

SzlakiemDCF 1.0 zielonym okrążyliśmy Szrenicę i to był dobry wybór, bo na naszej ścieżce było mało ludzi, w miarę cicho i pełno nieziemskich widoków. Dalej szliśmy Mokrą ścieżką zastanawiając się nad tym czy będzie padał deszcz, ale mimo groźnych chmur nic nie spadło z nieba.

Zjedliśmy jeszcze pierogi w schronisku Pod Łabskim Szczytem na wysokości 1168 m.n.p.m. Jest to chyba najpopularniejsze danie, którym chwalimy się w Czechach, ale trzeba przyznać, że odpowiednio przygotowane są pyszne. Samo schronisko jest dość stare, choć brakuje w nim prawdziwej górskiej atmosfery. Zostało ono odbudowane po pożarze w 1914 roku, wcześniej w tym miejscu znajdowała się strażnica graniczna, buda myśliwska, potem pasterska i w końcu schronisko. My podążaliśmy dalej Czeską Ścieżką w dół, która mogła istnieć już w XIII wieku kiedy prowadziła od kasztelani we Wleniu do źródeł Łaby, można więc powiedzieć, że jest to najstarsza ścieżka łącząca Śląsk i Czechy. Na niej też powstały dwie fraszki, które możecie przeczytać poniżej.DCF 1.0                                                                                   DCF 1.0 DCF 1.0 DCF 1.0

Dalsza droga minęła nam bardzo szybko, głównie przez chęć zdążenia na ostatni pociąg do Czech o godz. 18.40. Dlatego tylko rzuciliśmy okiem na Wodospad Szklarki, który może jest i niższy o 320 metrów od Wodospadu Kamieńczyk, ale swoją magię, inną, posiada.

Dalej bieg na Złoty Widok, łyk wody, kilka zdjęć i ruszamy ścigając się z czasem przez miasto, choć świerszcze grają intensywnie, a wokół tylko las i łąka. Nie daliśmy się zaczarować i zdążyliśmy 10 minut przed odjazdem naszego pociągu.

DCF 1.0 DCF 1.0