Monthly Archives: October 2014

Cel: Park Ciemnego Nieba/ Cíl: Oblast tmavé oblohy

 

Choć zaczęły się już jesienne temperatury, nie mogło zabraknąć nocnych obserwacji w Parku Ciemnego Nieba w Górach Izerskich, który powstał w 2009 roku, jako atrakcyjna alternatywa dla „zanieczyszczonego” światłem nocnego nieba nad miastami, miasteczkami i coraz większą ilością wsi.

DCF 1.0 DCF 1.0

Park obejmuje dolinę Izery do mostu kolejowego oraz Jizerki wraz z otaczającymi ją górskimi grzbietami. Dzięki temu, że tereny mieszczą się na pograniczu czesko-polskim do realizacji projektu zaangażowane są obie strony. O parku informują nie tylko tablice informacyjne (jedna z nich jest umieszczona na Smrku), ale też różne akcje, które są organizowane by pogłębić wiedzę o niebie i o zagrożeniu jakie płynie od światła. Wybrałam się więc obserwować niebo w jednym z najciemniejszych zakątków na pograniczu. Do wyboru była możliwość zatrzymania się w Osadzie Jizerce lub po polskiej stronie w schronisku Orle lub Chatce Górzystów. Wybrałam tę ostatnią opcję, ale zanim tam doszłam…

… wysiadłam na przystanku kolejowym Kořenov skąd kawałek drogą asfaltową i pod wiaduktem udałam się żółtym szlakiem, który pod drugim wiaduktem zamieniał się w czerwony. Trasa początkowo prowadziła wzdłuż torów kolejowych, po których kursuje pociąg relacji Kořenov-Szklarska Poręba. Ciekawie porównać obydwie trasy, oczywiście z perspektywy piechura widać więcej, np. niespodziewany mały wodospadzik z mostkiem czy wiadukty, których jadąc pociągiem nie zauważam.

DCF 1.0DCF 1.0

 

Tutaj drogę, choć asfaltową, zaczęła wyznaczać rzeka Jizera, którą to widać tylko nieznacznie spomiędzy drzew, to jej szum towarzyszy aż do Pralouki (910 m.n.p.m.). Stąd droga wąską ścieżką prowadziła pod górę by wejść na drogę rowerową, u których styku można się uraczyć wodą ze źródełka. Kiedyś wodą w takich miejscach przypisywano właściwości magiczne. Zresztą sam Bukovec (1005 m.n.p.m.) na którego zboczu leży strumyk jest jednym z miejsc Gór Izerskich, gdzie skryty jest skarb przez księżniczkę Iserinę, która się ukrywała na jego zboczach.

DCF 1.0 DCF 1.0Zabrakło czasu by zajść do kamieniołomu bazaltu, a szkoda, bo jak pisał Miroslav Nevrlý dostęp do tego miejsca jest wyjątkowy, bo prowadzi po wodzie wymieszanej z bazaltem. Teraz już tylko spojrzenie na osadę Jizerkę, o której pierwsze wzmianki pochodzą z XVI wieku. Rozwinęła się dzięki drwalom, pasterzom i przede wszystkim szklarzom. Co do drwali, to i teraz można w Górahc Izerskich spotkać sceny rodem z Siekierezady, na pierwszą taką natrafiłam właśnie na czerwonym szlaku. Z górki drzewo ciągnął siwo gniady koń, a w dole siedziało dwóch drwali. Kolejni drwale, spotkani już na polskiej stronie następnego dnia o poranku grzali się przy ognisku rozpalonym nieopodal prowizorycznej chałupki. I tu nie zabrakło koni.

Wróćmy jednak do Jizerki, która stała się miejscem odwiedzanym przez turystów zimą i latem, więc też większość domów to pensjonaty położone w dolinie, których główną oś wyznacza Jizerka z licznymi małymi dopływami. Malowniczo położona miejscowość przywitała zimnem i deszczem. Choć deszcz uspokoił się gdy trafiłam do Muzeum Gór Izerskich, przed którym umieszczono drewnianą rzeźbę ducha Muhu – bajkowego ducha gór Izerskich. Może i on czuwa, choć został stworzony stosunkowo niedawno, ale skoro palce w tym mieszał pradawny Liczyrzepa, czemu nie ufać temu duchowi. Zwłaszcza, że opuszczając Jizerkę i obchodząc z drugiej strony Bukovec nagle zaczęło robić się cieplej i przyjemniej. Co ciekawe Karlovský most jest stosunkowo młody, bo pochodzi z 2005, kiedy to postanowiono odnowić to przejście graniczne. Choć szkoda, że nie istnieje już żelbetonowy most z końca XIX wieku, wysadzony przez Wojska Ochrony Pogranicza w 1981 roku.

To przejście graniczne jest też wyjątkowe ze względu na kończącą się tutaj Trasę rowerową Járy Cimrmana, która zaczyna się w Navarovie skąd ten niezwykły człowiek miał wyruszyć pieszo w stronę Śląska i gdzieś zniknąć w tych okolicach. Tak głosi umieszczona tabliczka, a jak było naprawdę?

DCF 1.0 DCF 1.0

Ja nie zniknęłam, udałam się przez Orle do Chatki Górzystów, by czekać tutaj na zachód słońca i gwiazdy, których nie doczekałam się zbyt wielu z racji zachmurzonego nieba. Za to wschód słońca na tych rozległych torfowiskach potrafił wprawić w dobry nastrój nawet mojego marudnego towarzysza, nie czekając więc na otwarcie kuchni ruszyliśmy dalej.

DCF 1.0 DCF 1.0

 

 

 

Ačkoli se již ochladilo, neměli byste si nechat ujít noční pozorování Oblasti tmavé oblohy v Jizerských horách, který byl vytvořen v roce 2009 jako reakce na znečištění noční oblohy světly, což je patrné zejména ve městech.DCF 1.0DCF 1.0Součástí Oblasti je údolí Jizery od železničního mostu a Jizerky včetně okolních horských hřebenů. Vzhledem k tomu, že prostory Parku se rozprostírají na České-polské hranici, jsou v projektu zapojeni Poláci i Češi. Na park upozorňují nejen informační tabule (jedna z nich je umístěna na Smrku), ale také různé akce, jejichž cílem je prohloubit znalosti o nebi a upozornit na hrozbu, která proudí od městkého světla. Rozhodla jsem se tedy pozorovat oblohu v jednom z nejtmavších míst na hranicích. Měla jsem možnost vybrat si mezi vesnicí Jizerkou anebo horskou chatou Orla a chatou Górzystów na polské straně hranic. Vybrala jsem si poslední možnost, ale než jsem tam došla…

…Vystoupila jsem na zastávce Kořenov, kousek jsem šla po asfaltové silnici a od viaduktu jsem se vydala po žluté turistické značce, která se u druhého viaduktu změnila na červenou. Trasa původně vedla podél železničních kolejí, které se rozprostírají mezi Kořenovem a městem Szklarska Poręba. Je zajímavé srovnat obě cesty, samozřejmě, z pohledu pěšího je vidět více, například nečekaný vodopád s mostem a nebo viadukty, kterých jsem si při cestě vlakem nevšimla.

Tuto cestu, i když nyní asfaltovou, vytvořila řeka Jizera. Řeku je možné vidět pouze výjimečně mezi stromy. Ale její šum, je slyšet až do Pralouky (910 m n.m). Od toho místa vedla úzká cesta do kopce a napojila se na cyklostezku. Na této křižovatce se můžete napít vody z pramene. Kdysi se vodě v těchto místech přisuzovaly kouzelné vlastnosti. Dokonce Bukovec (1005 m), na jehož svahu je potok, je jedním z míst v Jizerských horách, kde je skrytý poklad. Ukryla ho princezna Iserinę, která se skrývala na jeho svazích.

Je škoda, že nezbyl čas podívat se do čedičového lomu, protože, jak napsal Miroslav Nevrlý, vstup do lomu je výjimečný, protože vede vodou smíchanou s čedičem. Teď se stačí podívat už jen na obci Jizerka, která byla poprvé zmíněna v šestnáctém století. Byla postavena dřevorubci, pastevci a především skláři. Pokud jde o dřevorubce, tak i teď je můžete potkat v Jizerských horách, přímo ve Siekierezadě. Na první dřevorubce jsem narazila právě, když jsem šla po červené značce. Z kopce tahal šedo-hnědý kůň strom a dole seděli dva dřevorubci. Další dřevorubce jsem potkala na polské straně hranic hned druhý den ráno, když se zahřívali u ohně před provizorní chatou. Koně byli i zde.

DCF 1.0 DCF 1.0

Ale zpět k Jizerce, která se stala místem, navštěvovaným turisty v létě i v zimě. Proto slouží většina budov v údolí jako penziony a jsou postaveny podél řeky Jizerka, s četnými malými přítoky. Malebná obec mě uvítala zimou a deštěm. Naštěsti se déšť uklidnil, když jsem přišla do Muzea Jizerských hor, před kterým stojí dřevěný duch Muhu, pohádkový duch Jizerských hor. Možná i on dohlíží nad poutníky, i když vznikl poměrně nedávno. Pokud v tom měl prsty pradávný Krakonoš, proč nevěřit i tomuto duchu. Zejména proto, že když jsem vyšla z Jizerky a obcházela jsem z druhé strany Bukovec, najednou se trošku oteplilo a vylepšilo počasí. Přiblížila jsem se k mostu mezi hranicemi. Zajímavé je, že Karlovský most je poměrně mladý, protože pochází z roku 2005, kdy bylo rozhodnuto o obnovení toto hraničního přechodu. Škoda, že již není železobetonový most pochazejicí z konce devatenáctého století, který byl odstraněn Vojskem ochrany pohraničí v roce 1981.

Hraniční přechod je také unikátní, protože je zde poslední bod cyklostezky Járy Cimrmana, která začíná v Navarově, kde tento pozoruhodný muž vyrazil pěšky směrem do Slezska a mizí někde v této oblasti. To říká informační tabule a jak to bylo doopravdy?

Ale já jsem nezmizela, šla jsem do Orle a potom do chaty Górzystów, abych tady počkala na západ slunce a hvězdy. Vzhledem k zatažené obloze jsem jich mnoho neviděla. Ale východ slunce na rozsáhlých rašeliništích zlepší člověku náladu, dokonce i mému nevrlému kamarádovi. Proto aniž bychom čekali na otevření kuchyně, vydali jsme se dál.

DCF 1.0 DCF 1.0

Ještěd – mój fotograficzny obiekt

Widuję go codziennie, za każdym razem kiedy wchodzę po schodach do mieszkania zerkam czy jeszcze stoi, w co się ubrał. Byłam tam w nocy, we mgle nie wyglądał już jak rakieta, przypominał zjeżdżalnie z nieba. Przy jasnym nocnym niebie widać tylko czerwone światełka, które wciąż obserwują ludzi w Libercu, a może tylko dają znać, że on tu jest, nad nimi./Vidím ho každý den. Pokaždé když jdu po schodech ke svému bytu, dívám se, jestli stále ještě stojí, do jakých šatů se oblékl. Byla jsem tam v noci; v mlze již nevypadal jako raketa, připomínal nebeskou skluzavku. Na jasné noční obloze jsou z něj vidět pouze červená světélka, která sledují lidi v Liberci a možná jen upozorňují, že on je tady, nad nimi

DCF 1.0 DCF 1.0 DCF 1.0 DCF 1.0 DCF 1.0 DCF 1.0 DCF 1.0 DCF 1.0 DCF 1.0 DCF 1.0 DCF 1.0 DCF 1.0DCF 1.0 DCF 1.0 DCF 1.0DCF 1.0

DCF 1.0 DCF 1.0 DCF 1.0

Dobrý den, Wrocławiu! Dobrý den, Vratislavi!

O wyjeździe do Wrocławia myśleliśmy już w sierpniu. W końcu udało się i w sobotę, 27 września, Tomáš, Pavel, Tereza, Fanda i ja, pojechaliśmy poznawać główne miasto Dolnego Śląska. Te dwa dni były tak aktywne, że relacji tej nie sposób napisać krócej, ale z pewnością da się stworzyć dłuższą. Każdy z punktów naszego pobytu warty jest bowiem chociażby wspomnienia.

Podróż rozpoczęliśmy w sobotę wczesnym rankiem. Część trasy pokonaliśmy korzystając z biletu Libnet+, nazywanym przez nas „magicznym biletem”. Bilet grupowy (maks. 5 osób)   kosztuje tylko 320 koron (w Polsce nieco drożej, 75 zł – ok. 493 CZK) i obowiązuje przez 24 godziny po trzech stronach granicy na obszarze całego Euroregionu Nysa. Po przekroczeniu polskiej granicy, dokupiliśmy bilet Bolesławiec-Wrocław, a jako grupa otrzymaliśmy zniżkę.

Droga z Liberca do Wrocławia trwała prawie 5 godzin, ale przesiadki w dwóch miastach niemieckich – Görlitz i Zittau, urozmaiciły nam podróż. Pierwszą, ok. 40-minutową w Görlitz, postanowiliśmy wykorzystać na spacer po pobliskich ulicach. Przed sobą mieliśmy miasto kontrastów. Piękne, odnowione secesyjne kamienice, a obok zniszczone, zabite deskami stare budynki, w których zapewne kiedyś tętniło życie.

DSC_0022 DSC_0016

Wrocław, czwarte pod względem ilości obywateli, po Warszawie, Krakowie i Łodzi, miasto w Polsce, przywitało nas piękną i słoneczną pogodą. Hostel Cinnamon, w którym mieszkaliśmy, znajduje się blisko, bo ok. 20 minut piechotką od dworca i zaledwie kilka minut od Starego Miasta. Podczas drogi do hostelu, liczne szyldy sklepowe wykorzystalismy do nauki nowych polskich słówek. Po zakwaterowaniu wybraliśmy się na obiad. Wybór padł na pierogarnię Stary Młyn na samym Rynku. Lokal z miłą obsługą, ciekawym wystrojem (w toalecie można znaleźć książkę o Kreciku) i nieco wyższymi cenami, co rekompensowały jednak olbrzymie porcje pierogów (zostało nawet na kolację!). Jedyną wadą lokalu jest to, że alkoholowe piwo można pić tylko w ogródku, a ten był wówczas pełny. Pójście z Czechami, bardzo lubiącymi piwo, do knajpy, w której do obiadu nie można się go napić – tego chyba komentować nie muszę.

              DSC_0788

Sobotnie zwiedzanie zaczęliśmy od terenów parku Szczytnickiego. Mimo, że to Hala Stulecia jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych budynków na mapie Wrocławia, nasz wzrok przykuł znajdujący się naprzeciwko wysoki, metaloway słup w kształcie igły. Jak się okazało, „iglica” została postawiona w 1948 roku przez władze komunistyczne w związku z otwarciem „Wystawy Ziem Odzyskanych” i służyła celom propagandowym. Odwiedziliśmy też piękny Ogród Japoński i przeszliśmy się po parku Szczytnickim, na obszarze którego można trafić również na wątki czeskie. Pierwszym z nich jest przeniesiony tutaj w 1913 roku Kościół św. Jana Nepomucena, powstały w XVI w. Drugim, kamień, na którym umieszczono cytat byłego prezydenta RCz – Václava Havla. Po spacerze obejrzeliśmy jeszcze dwie multimedialne projekcje fontann, a następnie spotkaliśmy się z naszym kolegą Damianem, z którym poszliśmy do kawiarni Bike Cafe. Tam spróbowaliśmy kilku bardzo smacznych piw regionalnych.

 DSC_0112DSC_0827

Warte wspomnienia jest nasze niedzielne zwiedzanie miasta z FREE walking TOUR (za darmo i po angielsku). Cała trasa trwa 2,5 h i obejmuje wszystkie części miasta, które początkujący turysta powinien poznać: Rynek Główny, Plac Solny, dawną dzielnicę żydowską, Ossolineum, Uniwersytet i Ostrów Tumski. Dowiedzieliśmy się na przykład, że we Wrocławiu znajduje się ponad 100 mostów, a samo miasto nazywane jest Wenecją Północy. Poznaliśmy też powód, dla którego w różnych miejscach Wrocławia rozmieszczono aż 300 małych krasnoludków i historię ulicy Stare Jatki, dziś zapełnionej małymi sklepikami z biżuterią, porcelaną czy obrazami lokalnych artystów, a niegdyś będącej skupiskiem zakładów rzeźnych.

DSC_0843 DSC_0837

Po obiedzie pozostało nam jeszcze zobaczyć Panoramę Racławicką, w której znajduje się słynny obraz upamiętniajacy Bitwę pod Racławicami z 1794 roku. Malowidło wykonane w latach 1893-94 przez J. Stykę i W. Kossaka, wraz z częścią innych polskich dzieł sztuki, zostało przewiezione z Lwowa do Wrocławia po II wojnie światowej. Zwiedzający mają możliwość wysłuchania interesującej, ale dosyć krótkiej historii o obrazie, bitwie i jej przywódcach. Piękna scenografia pozwoliła nam na chwilę poczuć się częścią tego wydarzenia.

DSC_0856 DSC_0863

Dwa dnie naszego wyjazdu wykorzystaliśmy do maksimum i o to właśnie chodziło. Zobaczyliśmy główne wrocławskie miejsca i pamiątki, poznaliśmy trochę historii miasta i jego poszczególnych części. Wypiliśmy regionalne piwa i zjedliśmy dobre polskie jedzenie (dwójka naszych weganów też była usatysfakcjonowana z jedzenia w lokalu Vega). Wracając do Liberca, ponownie z biletem Libnet+ (polska wersja: EURO-NYSA ZVON), obiecaliśmy sobie powrócić kiedyś do Wrocławia, aby poznać to miasto jeszcze lepiej. Nasz plan przypieczętowaliśmy popijając (polskie) piwo, ale żeby było legalnie i bez zbędnych mandatów za picie w niedozwolonym miejscu, już po czeskiej stronie granicy.

PS: Opis mogłabym zawrzeć w schemacie: podróż-obiad-piwo-zwiedzanie-piwo-piwo-piwo-sen-śniadanie-zwiedzanie-obiad-piwo-piwo-piwo-zwiedzanie-zakupy-podróż-piwo-piwo… Ciekawie jest podróżować z Czechami 🙂 Dzięki!

O výletu do Vratislavi jsme uvažovali už v srpnu. Konečně se nám to povedlo. V sobotu 27. září jsme se já, Tomáš, Pavel, Tereza a Fanda vydali poznávat hlavní město Dolního Slezska. Ty dva dny byly nabité programem, takže nejde napsat krátou zprávu, ale jistě by šlo napsat ji delší. Každý z bodů našeho pobytu si zaslouží zmínku.

Na cestu jsme se vydali v sobotu brzy ráno. Na část trasy jsme využili jízdenku Libnet+, kterou bychom mohli nazvat „magickým listkem”. Skupinová jizdenka (pro max. 5 lidí) stojí pouhých 320 korun (v Polsku je to trošku dražší, 75 zl – cca. 493 korun) a platí 24 hodin na celém území Euroregionu Nisa. Po překročení hranice jsme si dokoupili lístek z Boleslavce do Vratislavi, a jako skupina jsme dostali opět slevu.

Cesta z Liberce trvala skoro 5 hodin, včetně přestupů ve dvou německých městech – Görlitz a Zittau, které nám ji trochu natáhly. Druhý přestup (cca 40 minut v Görlitz) jsme se rozhodli využít ke krátké procházce po nedalekých ulicích. Stálo před námi město kontrastů. Na jedné straně pěkné a zrekonstruované secesní činžáky. Na druhé poničené a opuštěné staré stavby, které kdysi pravděpodobně překypovaly životem.

DSC_0019 DSC_0015

Vratislav, podle počtu obyvatel čtvrté polské město (po Varšavě, Krakově a Lodži), nás přivítala příjemným a slunečným počasím. Hostel Cinnamon, kde jsme měli strávit noc, leží nedaleko nádraží (cca 20 minut pěšky) a pár minut od centra Starého Města. Jak se ukázalo cestou do hostelu, nápisy na obchodech mohou výborně posloužit k procvičování polských slovíček. Po ubytování jsme vyrazili na oběd. Rozhodli jsme se pro pirohy ve Starém mlýně přímo na Rynku. Restaurace s příjemnou obsluhou a zajímavou výzdobou (na WC je možné najít knihu s českým Krtečkem v polštině). Poněkud vyšší ceny kompenzovaly obrovské porce pirohů (něco zbylo ještě k večeři!). Snad jedinou nevýhodou bylo, že točené alkoholické pivo podávali pouze na zahrádce, ale ta byla tou dobou již plná. Jít s Čechy, kteří mají rádi pivo, do hospody, kde si ho nemohou dát k obědu – to snad nemusím komentovat.

             DSC_0834

Sobotní prohlídku jsme začali v prostorách Szczytnického parku. Ačkoliv Hala století je jednou z nejznámnějších vratislavských památek, vedle ní naši pozornost upoutalo vysoké kovové monstrum připomínající jehlu. Jak jsme se dozvěděli, „Iglicu” postavila v roce 1948 komunistická vláda u příležitosti otevření výstavy „Znovuzískané země”. Trochu zavání propagandou. Navštívíli jsme také Japonskou zahradu a prošli se po cestičkách Szczytnického parku. V něm jsme narazili na dvě české stopy – kostel sv. Jana Nepomuckého z XVI. století sem přestěhovaný v roce 1913 a citát bývalého prezidenta ČR Václava Havla na kamenném bloku. Večer jsme zhlédli dvě multimediální projekce fontány a pak jsme se svezli tramvají na setkání s naším kamarádem Damianem. Ten nás zavedl do kavárny Bike Cafe, kde jsme ochutnali několik druhů regionální piv – mimochodem vynikajících.

DSC_0817 DSC_0808

Je třeba též připomenout naši nedělní prohlídku města s FREE walking TOUR (zdarma a v angličtině). Celá trasa trvá 2,5 hodiny a zahrnuje všechny důležité turistické zajímavosti centra města: hlavní a Solné náměstí, bývalou židovskou čtvrt, Ossolineum, univerzitu a Tumský ostrov. Dozvědli jsme se napříkad, že ve Vratislavi je přes 100 mostů a že město je nazýváno Benátkami severu. Víme už také, proč je v různých částech města rozmístěno 300 trpaslíků. Seznámili jsme se s historií uličky Stará jatka, dneska plné malých obchůdků se šperky, porcelánem či obrázky místních malířů – dříve masnými krámy.

DSC_0838 DSC_0850

Po obědě jsme se vypravili navštívit Raclavické panoráma – slavný obraz připomínající bitvu u Raclavic v roce 1794. Malba vznikla v letech 1893–94. Je dílem J. Styky a W. Kossaka. Společně s dalšími polskými uměleckými díly byla převezena ze Lvova do Vratislavi po II. světové válce. Návštěvníci mají možnost vyslechnout velmi poutavou historii obrazu, bitvy a jejích vojevůdců. Krásná scénografie nám umožnila stát se na chvíli spoluúčastníky této události.

DSC_0859 DSC_0199

Dva dny našeho výletu jsme maximálně využili, a o to nám šlo. Prohlédli jsme si hlavní vratislavské pamětihodnosti, poznali jsme trochu historii města a jeho částí. Vypili jsme řadu regionalních piv a ochutnali dobré polské jídlo (dvojice našich veganů byla taky nadšená, a to jídlem ve veganském baru Vega). Když jsme jeli zpět do Liberce (s polskou verzí Libnetu+:  EURO-NYSA ZVON), slíbili jsme si, že se do Vratislavi vrátíme, abychom ji poznali lépe. Naše předsevzetí jsme zapili polským pivem. Ale až na českém území, abychom respektovali polské a německé vyhlášky o zákazu konzumace alkoholu na veřejnosti.

PS: Popis bych mohla shrnout do následujícího schématu: cesta-oběd-pivo-prohlídka-pivo-pivo-pivo-spaní-snídaně-prohlídka-oběd-pivo-pivo-pivo-prohlídka-cesta-pivo-pivo… Je zajímavé cestovat s Čechy 🙂 Díky!