Trzeba iść dokądkolwiek…

Trzeba iść dokądkolwiek. Trzeba ufać drodze.

Gnuśnieję kiedy nigdzie z domu nie wychodzę. DCF 1.0 DCF 1.0

Tak pisał kiedyś Jan Sztaudynger, fraszkopisarz, poeta, tłumacz i prozaik. Przez cztery lata mieszkał w Szklarskiej Porębie, gdzie powstało kilka jego wierszy. W roku 2009 została otwarta Duża Sztaudyngerowska Trasa Turystyczna, która stała się celem naszej wyprawy do Szklarskiej Poręby. Ostatecznie jednak zbłądziliśmy w trochę inne tereny…

Zaczęliśmy podróż w Libercu wsiadając do szynobusu wyprodukowanego przez Pesę, polską firmę z siedzibą w Bydgoszczy. Niestety w Jabłoncu nad Nysą (z powodu modernizacji torów) musieliśmy się przesiąść do autobusu. Do pociągu, tym razem Maryśki, wsiedliśmy znów na przystanku w Kořenovie. Pociąg ten jest chyba najgłośniejszym i najbardziej trzęsącym pociągiem, ale droga nim przez góry to czysta przyjemność. Zwłaszcza kiedy można wymyślać rymy do polskich słów takich jak zaklęty, szum, włóczyć, juhas.

Na przystanku Szklarska Poręba Huta zaczęliśmy pieszą wędrówkę. Doszliśmy do nieczynnej Huty Kryształów „Julia”, ale dzięki uprzejmości pana z psem mogliśmy zajrzeć do głównej hali. Może kiedyś to miejsce znów zacznie tętnić życiem, ponoć jest taki plan. Trzeba też dodać, że sama nazwa Szklarskiej Poręby wiąże się z hutami szkła, które licznie powstawały na tym terenie już w XIV wieku, ale były one hutami wędrownymi to znaczy, że karczowano pod nie las, przez co powstawała poręba.

DCF 1.0 Cel drugi to wodospad Kamieńczyk, gdzie kręcono zdjęcia do Opowieści z Narnii, po czesku Letopisy Narnie. Tutaj też dostrzegliśmy pierwszą tablicę z fraszkami Jana Sztaudyngera. Dalej nasza droga prowadziła czerwonym szlakiem na Halę Szrenicką, gdzie w tamtejszym schronisku jedyne piwo, które jest z beczki to czeski Skalniak. Choć po siedzących wkoło można stwierdzić, że większym powodzeniem cieszyło się piwo z butelki. Taka mała różnica między Czechami i Polakami – pierwsi wolą beczkowane piwo, drudzy butelkowe.

SzlakiemDCF 1.0 zielonym okrążyliśmy Szrenicę i to był dobry wybór, bo na naszej ścieżce było mało ludzi, w miarę cicho i pełno nieziemskich widoków. Dalej szliśmy Mokrą ścieżką zastanawiając się nad tym czy będzie padał deszcz, ale mimo groźnych chmur nic nie spadło z nieba.

Zjedliśmy jeszcze pierogi w schronisku Pod Łabskim Szczytem na wysokości 1168 m.n.p.m. Jest to chyba najpopularniejsze danie, którym chwalimy się w Czechach, ale trzeba przyznać, że odpowiednio przygotowane są pyszne. Samo schronisko jest dość stare, choć brakuje w nim prawdziwej górskiej atmosfery. Zostało ono odbudowane po pożarze w 1914 roku, wcześniej w tym miejscu znajdowała się strażnica graniczna, buda myśliwska, potem pasterska i w końcu schronisko. My podążaliśmy dalej Czeską Ścieżką w dół, która mogła istnieć już w XIII wieku kiedy prowadziła od kasztelani we Wleniu do źródeł Łaby, można więc powiedzieć, że jest to najstarsza ścieżka łącząca Śląsk i Czechy. Na niej też powstały dwie fraszki, które możecie przeczytać poniżej.DCF 1.0                                                                                   DCF 1.0 DCF 1.0 DCF 1.0

Dalsza droga minęła nam bardzo szybko, głównie przez chęć zdążenia na ostatni pociąg do Czech o godz. 18.40. Dlatego tylko rzuciliśmy okiem na Wodospad Szklarki, który może jest i niższy o 320 metrów od Wodospadu Kamieńczyk, ale swoją magię, inną, posiada.

Dalej bieg na Złoty Widok, łyk wody, kilka zdjęć i ruszamy ścigając się z czasem przez miasto, choć świerszcze grają intensywnie, a wokół tylko las i łąka. Nie daliśmy się zaczarować i zdążyliśmy 10 minut przed odjazdem naszego pociągu.

DCF 1.0 DCF 1.0

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *